Czy z facebooka znikną reklamy śledzące? - mediaphilia.pl

Czy z Facebooka znikną reklamy śledzące?

W czwartek 25 marca Mark Zuckeberg, Jack Dorsey i Sundar Pichai zeznawali przez Kongresem Stanów Zjednoczonych. Tym razem zostali wezwani na przesłuchanie w ramach sesji pod tytułem „Naród dezinformacji: rola mediów społecznościowych w promowaniu ekstremizmu i dezinformacji”. Szefowie Facebooka, Twittera oraz Alphabet (Google) nie spodziewali się, że część członków kongresu zadeklaruje prace nad prawem, które może zmienić bezpowrotnie modele biznesowe ich imperiów.

Podczas trwającego pięć i pół godziny przesłuchania w Izbie Reprezentantów, Demokratka Anna Eshoo zapowiedziała, że jej partia pracuje nad zakazem reklam inwigilacyjnych, czyli takich, które są oparte na szeroko zakrojonym śledzeniu oraz profilowaniu osób i grup na postawie ich zachowań, relacji, czy tożsamości. Wykorzystywanie tych mechanizmów ma zapewnić możliwie największą skuteczność w prezentowaniu reklam i wpływanie na zachowania oraz wybory użytkowników serwisów.

Anna Eshoo, w swoim wystąpieniu do CEO Facebooka zwracała uwagę, że największy portal społecznościowy wykorzystuje algorytmy do zbierania nieprzyzwoitej liczby danych. Wszystko to w celu zatrzymania jak najdłużej użytkowników w serwisie, gdyż wówczas rosną przychody z reklam. W swojej wypowiedzi zwróciła dobitnie uwagę na koszty społeczne, jakie niesie za sobą taki model działania Facebooka:

Twój model generuje koszt dla społeczeństwa. Najbardziej angażujące posty to często te, które wywołują strach, niepokój, złość i zawierają śmiercionośną dezinformację – powiedziała Anna Eshoo.

Celem Facebooka jest utrzymywanie i zwiększanie zaangażowania użytkowników serwisu przez prezentowanie im treści najbardziej przykuwających uwagę. Nie zawsze są to filmy z kotami, coraz częściej to treści podżegające do nienawiści, dyskryminacji, zawierające teorie spiskowe oraz przemoc. Im więcej czasu spędzimy na Facebooku, YouTube czy Twitterze, tym więcej danych o nas zbierze dana platforma.

Co ciekawe, cała trójka przesłuchiwanych CEO zaprzeczyła, jakoby ich serwisy wykorzystywały algorytmy, które optymalizują wyświetlane treści tak aby zwiększyć zaangażowanie użytkowników. Takie zaprzeczenie z ich strony trzeba uznać za wręcz niedorzeczne.

Przeczy ono powszechnej wiedzy o działaniu serwisów i prezentowaniu użytkownikom najciekawszych postów oraz innych treści. Tym bardziej, że powszechne odczucie jest takie, że Facebook robi wszystko, aby dodatkowo wzmacniacz kontrowersyjne treści umieszczane w serwisie. Oczywiście wyłączyć z tego trzeba skrajne przypadki przemocy, pornografii czy terroryzmu. Zuckerberg – jak zawsze – odpierał takie zarzuty twierdząc, że celem działalności Facebooka jest wspieranie znaczących interakcji społecznych.

Z przebiegu przesłuchania wynika jasno, że zapowiedziane działania ustawodawcze w największym stopniu mają dotknąć Facebooka oraz Google’a. Te dwie firmy zbudowały swoją pozycję monopolistyczną na gromadzeniu danych użytkowników ich serwisów. Teraz ta praktyka miałaby zostać w jakimś stopniu ograniczona i dodatkowo uregulowana. Trudno sobie wyobrazić, że całkowicie znikną reklamy kierowane w oparciu o zebrane informacje osobach korzystających z platform – choć obecnie nie można tego wykluczyć.

Na pewno ograniczenie praktyk śledzenia użytkowników mogących naruszać ich prywatność jest czymś, czego możemy z niecierpliwością wyczekiwać. Jednakże trzeźwo patrząc na rozwój wypadków, należy sobie zadać pytanie, czy za potencjalnymi zmianami stoi faktycznie troska o użytkowników internetu i ich prywatność? Czy też interesy innych grup, jak media tradycyjne? Mogą one lobbować za zmianami, mając świadomość, że utraciły na rynku reklamowym bardzo dużo w stosunku do swoich internetowych konkurentów.