Posts by Agnieszka Wesołowska

Dziennikarka, redaktorka, pisarka i nie tylko. Pisuje o bezpieczeństwie, oszustwach, przestępczości i złych ludziach a także szeroko pojętych tematach społecznych, historycznych, politycznych m.in. dla Dziennika Internautów, Zaufanej Trzeciej Strony, Focusa, Onetu, Igimagu. Prowadzi profil na FB "Pani syn udaje" poświęcony chorobom odkleszczowym. Współautorka "Butów mojego męża".

Afryka – poligon doświadczalny systemów identyfikacji

Dane biometryczne i dokumenty osobiste oparte na nich – czy to nie logiczny scenariusz w cyfryzowanym świecie? Czy jednak wrażliwych systemach prawnych niefrasobliwe zarządzanie danymi nie doprowadzi do na naruszenia prywatności obywateli?

Afryka wydaje się leżeć zbyt daleko, by przeciętny Europejczyk wgryzał się w jej problemy. Również kwestie z zarządzaniem danymi osobowymi w Afryce mogą się wydać zbyt odległe, by się nimi przejmować. Tymczasem Czarny Ląd staje się poligonem, na którym trenuje się takie gospodarowanie danymi obywateli, by rządy mogły mieć w nie wgląd. Więcej – Europie to odpowiada i jest gotowa płacić za niefrasobliwe gromadzenie danych biometrycznych.

Dane – nowa ropa naftowa

U progu 2020 Sąd Najwyższy w Kenii wstrzymał wprowadzenie identyfikatora biometrycznego Huduma Namba, powołując się na brak ram prawnych chroniących prywatność obywateli.

Identyfikator Huduma Namba jest systemem konsolidacji danych z głównych agencji rejestrujących populację Kenii. Program Krajowego Zintegrowanego Systemu Zarządzania Tożsamością dążył do stworzenia centralnej głównej bazy danych, która będzie „jedynym źródłem prawdy” o każdym obywatelu. Baza ma zawierać informacje o wszystkich obywatelach Kenii i mieszkających tam cudzoziemcach. Rząd, tworząc projekt, zapewniał, że dzięki temu obywatele będą mieć zapewnione bezpieczeństwo w zakresie m.in. żywności. Miałoby to działać to w ten sposób, że Ministerstwo Rolnictwa będzie dysponować ogólnokrajową bazą danych wszystkich gospodarstw domowych i oraz rolnych w kraju. Baza przyczyniłaby się też do lepszego planowania wydatków na powszechną opiekę zdrowotną. Informacje o wielkości rodzin i miejscu pracy poszczególnych obywateli miałyby wpłynąć na poprawienie edukacji i tworzenie nowych miejsc pracy. I wreszcie dzięki identyfikatorowi można by przeciwdziałać pospolitej przestępczości i terroryzmowi.

Identyfikator zawierałby odciski palców, dane kontaktowe i informacje zawodowe. Należałoby się nim posługiwać, by uzyskać dostęp do usług wszelkich państwowych usług.

Jednak w 2019 minister Jerome Ochieng, główny sekretarz ds. Technologii informacyjnych i komunikacyjnych w Kenii, na pytanie „a po co taki system” odpowiedział szczerze, że dane to „nowa ropa”. Oznacza to, że kto ma dane, ten jest naprawdę bogaty. Co to oznacza z afrykańskiego punktu widzenia?

Mniej więcej miliard ludzi na świecie nie jest w stanie udowodnić swojej tożsamości. Według Banku Światowego połowa z tego miliarda żyje w Afryce. Bank Światowy zmobilizował ponad 1,2 miliarda dolarów na wsparcie projektów systemów identyfikacji osobistej w 45 krajach Afryki.

ID4Africa podaje, że prawie każdy stabilny afrykański kraj ma obecnie działające programy identyfikacji biometrycznej lub nad takowymi pracuje. Najbardziej rozwinięte systemy tego rodzaju działają w RPA oraz w Nigerii. Afrykańskie rządy bardzo chcą tworzyć biometryczne systemy identyfikacji, ponieważ to daje im dostęp do potężnych, międzynarodowych funduszy. Tym samym Afryka staje się wybitnie pożądanym rynkiem dla dostawców biometrycznych identyfikatorów.

Wiedza o wszystkim i wszystkich

Al Jazeera podaje, że eksperci i organizacje społeczne zajmujące się prywatnością alarmują, że luki w systemach prawnych krajów Afryki narażają obywateli na naruszenia prywatności. W krajach afrykańskich o swoje prawa walczy wiele grup społecznych, które na co dzień żyją w strachu przed prześladowaniami. Mniejszości etniczne, religijne, seksualne – członkowie tych społeczności mogą być w szczególny sposób prześladowani w momencie, gdy ich dane staną się częścią systemów takich jak kenijski. Afrykańskie programy ID może również wykorzystywać Europa do deportacji afrykańskich migrantów i uchodźców.

Powstaje pytanie, czy systemy identyfikacji są w tej chwili Afryce potrzebne. Joseph Atick, szef ID4Africa i były prezes Banku Światowego komentuje, że świat staje się coraz bardziej cyfrowy. Nie można istnieć, będąc niewidzialnym. Według Aticka cyfrowy identyfikator umożliwia obywatelom dostęp do usług rządowych, swobodne przemieszczanie się i przeprowadzanie transakcji zbliżeniowych itp. Prezes twierdzi, że cyfrowe identyfikatory powinny być biometryczne, ponieważ biometria zapewnia niezbędną unikalność. W państwach afrykańskich tradycyjnie prowadzone rejestry obywateli są często bardzo niekompletne, a to oznacza, że bez aktów urodzenia obywatele nie mogą udowodnić swojej tożsamości. Biometria to jedyne wyjście – tak twierdzi Atick.

W tym czasie organizacja Privacy International twierdzi, że scentralizowane bazy danych naruszają prywatność. Są niepotrzebne, jeśli celem jest uzyskanie dostępu do usług publicznych przez obywateli. Entuzjazm dotyczący cyfrowej identyfikacji wszystkich mieszkańców Afryki wydaje się być nieco sztuczny. Za to całkiem sensowne są pytaniami o to, gdzie dane będą przechowywane. I o to, jak będą przetwarzane. Oraz wreszcie czy będą naprawdę bezpieczne tj. poufne i wykorzystywane tylko do celu, który oficjalnie się podaje.

Około 25 krajów w Afryce posiada przepisy dotyczące ochrony danych. Jednak tylko kilka ma dobrze finansowany organ nadzoru. Bywa, że taki organ istnieje, ale nie jest niezależny. No i nie ma żadnego aktu prawnego, który – tak jak europejskie RODO – regulowałby kwestię prywatności w sposób uniwersalny.

W Europie przestrzegamy, a w Afryce nie musimy

Państwa afrykańskie, które zawierają umowy na systemy identyfikacji z partnerami Unii Europejskiej, nie muszą przestrzegać europejskich przepisów dotyczących danych. RODO? Nie, ważne są wyłącznie afrykańskie przepisy. Z powodu takiego podejścia do prawa w Senegalu i na Wybrzeżu Kości Słoniowej wdrożono rozwiązania mocno odbiegające od międzynarodowych standardów ochrony danych. Rozwiązania te sfinansował bez wątpliwości kryzysowy fundusz powierniczy Unii Europejskiej dla Afryki.

Kto ma dostęp do afrykańskich kontraktów, opłacanych z funduszy UE? Na przykład firma konsultingowa Civipol. Civipol ma powiązania z francuskim MSW, jego współwłasnością są producenci broni tacy jak Thales, Airbus DS i Safran. Modernizacja rejestrów stanu cywilnego w Senegalu – czyli jeden z takich właśnie kontraktów – kosztowała 60 mln euro.

Według organizacji humanitarnej Oxfam International, europejscy urzędnicy przydzielali budżety określonym regionom Afryki zgodnie z ilością emigrantów napływających do Europy przez Morze Śródziemne. Unia Europejska wydaje się być skłonna finansować projekty identyfikacji obywateli Afryki. Jednakże dzieje się tak wtedy, gdy kraj będący odbiorcą pomocy finansowej zgadza się przyjąć osoby powracające.

Afrykańczycy, tj. zwykli ludzie, którzy nie żyją w idealnej rzeczywistości i boją się o swoje fizyczne bezpieczeństwo, płacą za to. Możliwe, że czasami płacą własnym życiem. International Refugee Rights Initiative twierdzi, że w Etiopii 900 tysięcy uchodźców z Erytrei, Somalii, Sudanu i Jemenu, boi się, że ich dane zostaną udostępnione stronom trzecim. To może zniwelować wszelkie szanse na normalne życie czyli obywatelstwo poza krajem pochodzenia.

Podobnie rzecz ma się w Ugandzie: państwo zebrało dane w niedawno uruchomionym systemie biometrycznym. Ma się je używać do celów zdrowotnych. Aktywiści jednak alarmują, że w rzeczywistości mogą zostać wykorzystane przez policję do namierzania pracowników seksualnych i społeczności LGBTQ.

W krajach, w których prawo nie chroni obywateli przed prześladowaniami lub nie ma dość agend rządowych, by egzekwować takie prawo, gromadzenie wrażliwych danych może dla wielu oznaczać poważne niebezpieczeństwo. A Europa – jak widać z opisanych wyżej przypadków – nie ma nic przeciwko temu.