Efekt mrożący w pracy dziennikarskiej

Z Wikipedii:

Efekt mrożący (ang. chilling effect) – w kontekście prawnym oznacza zniechęcenie się lub zahamowanie się od korzystania z możliwości dostępnych w ramach prawa naturalnego lub pozytywnego ze względu na zagrożenie konsekwencjami prawnymi[1].

Za najbardziej zagrożone takimi działaniami uznaje się zazwyczaj prawo do wolności słowa. Efekt mrożący może być spowodowany przez wprowadzenie nowego prawa, decyzję sądu, zagrożenie pozwem sądowym lub dowolne inne prawnie dozwolone działanie, które może skłonić ludzi do zaprzestania korzystania z należnego im prawa. W krajach anglosaskich specjalne pozwy sądowe, mające na celu wywołanie efektu mrożącego są określane jako SLAPP (ang. Strategic Lawsuit Against Public Participation – strategiczny pozew sądowy przeciwko działalności publicznej).

[…]

W Polsce termin ten nie był używany aż do końca XX wieku. Pomimo tego mechanizm ten występował między innymi na skutek działań cenzury w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej[4]. Obecnie zyskuje coraz większą popularność.

W tym roku odczułam go już w ramach współpracy z dwiema redakcjami, które najwyraźniej nie mają zajmować się patrzeniem władzy na ręce – bo władza lubi, gdy dziennikarstwo ogranicza się do przedrukowywania emitowanych przez poszczególne resorty komunikatów.

Nawet wielkie firmy technologiczne, słynące z negatywnego stosunku do pisania na ich temat czegoś więcej, niż zachwycające się nowymi produktami peany, mają więcej moresu i rozumieją, na czym polega ten zawód.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *