PIWIK PRO: swobodny dostęp firm do danych konsumentów skończył się

Czy usługa PIWIK PRO to wyzwanie rzucone przez Polaków popularnemu na całym świecie serwisowi Google Analytics? Czy możliwa jest analityka danych z poszanowaniem prywatności internautów i internautek? Na te i na inne pytania staraliśmy się uzyskać odpowiedzi od twórców nowego, polskiego narzędzia, które szturmem podbija świat analizy danych z ruchu internetowego.
PIWIK PRO PIOTR KORZENIOWSKI - MEDIAPHILIA.PL

Czy usługa PIWIK PRO to wyzwanie rzucone przez Polaków popularnemu na całym świecie serwisowi Google Analytics? Czy możliwa jest analityka danych z poszanowaniem prywatności internautów i internautek? Na te i na inne pytania staraliśmy się uzyskać odpowiedzi od twórców nowego, polskiego narzędzia, które szturmem podbija świat analizy danych z ruchu internetowego.

Gosia Fraser: O PIWIK PRO mówicie na swojej stronie, że jest “privacy-compliant”. Opowiedzcie mi krótko, jak chcecie pogodzić prywatność z analityką na potrzeby marketingu cyfrowego? Pytam prowokująco, aby skontrować te wszystkie głosy mówiące, że ePrivacy (bardzo się jej przyglądam!) czy RODO wysadzają reklamę i analitykę w powietrze.

COO PIWIK PRO Piotr Korzeniowski*: Spokojnie, wprowadzenie RODO nie wysadziło marketingu online. Zapoczątkowało jednak proces zmian w postępowaniu całej branży, na czele z gigantami technologicznymi. Jest to dobry sygnał, bo wiele spraw warto w niej uporządkować.

Dziś nikt już nie polemizuje ze stwierdzeniem, że “dane to nowe złoto”. Firmy takie jak Google, Amazon czy Facebook zrozumiały to najwcześniej i ustaliły zasady marketingu i reklamy w sieci na wiele lat. Brak regulacji i publicznej kontroli doprowadził do powstania monopolistycznych systemów, w których karty rozdawali najwięksi gracze. Bez szczególnego trudu gromadzili oni olbrzymie ilości danych na temat internetowych zachowań konsumentów i zasilali nimi swoje systemy reklamowe.

W 2018 r. Unia Europejska wprowadziła RODO. Regulacja nie jest bezpośrednio wymierzona w marketing online, ale z uwagi na skalę wykorzystywania danych w tym obszarze, ma tam szerokie zastosowanie. 

Swobodny dostęp do danych konsumentów się skończył. Organizacje mają obowiązek zbierania zgód na przetwarzanie ich danych w celach marketingowych. Jeżeli odwiedzający stronę internetową jej nie udzieli, nie można go monitorować czy profilować. Praktyka pokazuje, że uzyskanie takiej zgody jest bardzo trudne, a niestosowanie się do zasad naraża na kary liczone w milionach euro. 

W przypadku Unii Europejskiej przyszłość marketingu online uformuje najprawdopodobniej ePrivacy. Podobnie jak Ty, my również śledzimy zmiany w drafcie nowego dokumentu. Jesteśmy gorącymi zwolennikami jego pierwszego, rygorystycznego brzmienia. Niestety skuteczny lobbing doprowadził do rozwodnienia pierwotnego tekstu.

Obserwujemy już zmiany na polu technologicznym. Chrome przestanie obsługiwać ciasteczka “third-party”, Apple rezygnuje z identyfikatora IDFA. To dowody, że korporacje technologiczne zaczynają poważniej myśleć o prywatności. Prognozujemy, że w międzyczasie powstaną rozwiązania zastępcze, rekonstruujące historię przeglądania internetu przez użytkownika przy pomocy nowego identyfikatora (np. e-maila), zanim cały rynek zostanie mocno “zreformowany”, np. przez ePrivacy. W skrócie: będzie jeszcze gorzej, zanim będzie lepiej. 

Cieszy nas, że rośnie znaczenie danych “first-party”, czyli zbieranych i przetwarzanych bezpośrednio przez właściciela witryny, bez pośredników, którzy dodatkowo mogą wykorzystać je do własnych celów. 

Do tego prężnie rozwija się cały rynek produktów i usług marketingowych, które pomagają firmom zbierać, procesować, przechowywać i aktywować dane o klientach w zgodzie z prawem. Dynamika rozwoju tego rynku dowodzi, że można godzić prywatność i marketing online. 

Warto też zauważyć, że trend prywatności może przynieść też negatywne skutki. Google i inni technologiczni giganci nie potrzebują już ciasteczek, bo skutecznie zamykają nas w swoich własnych ekosystemach reklamowych. To tzw. “walled gardens”, w których dane o grupach docelowych oraz mechanizm zakupu i wyświetlania reklam kontroluje jedna organizacja. 

Gosia Fraser: Google Analytics – postanowiliście w pewnym sensie rzucić mu wyzwanie. Czy wierzycie w przełamanie monopolu? Czy możliwe jest odzyskanie rynku usług przez inne podmioty? Dlaczego? 

Piotr Korzeniowski: Google Analytics, najpopularniejsze oprogramowanie analityczne na świecie, ma problem nie tylko z przestrzeganiem zapisów RODO, ale ogólnie z zapewnieniem prywatności, gwarancją własności danych, czy transparentnością mechanizmów swojego działania. 

Pamiętajmy, że za wszystkie “darmowe” usługi i produkty technologicznego giganta płacimy tak naprawdę danymi. Google Analytics działa tak samo – zgodnie z domyślnymi ustawieniami narzędzia, Google otrzymuje dostęp do informacji o użytkownikach naszych stron. 

Co więcej, Google Analytics nie zapewnia zintegrowanego narzędzia do zbierania zgód wymaganych przez RODO, więc każdy właściciel strony musi zatroszczyć się o nie we własnym zakresie. Amerykańska korporacja z góry zakłada, że przetwarzane w narzędziu dane są zbierane w zgodzie z prawem. A potem wykorzystuje je do własnych celów. To wszystko skłania biznesy i organizacje do szukania alternatyw.

Rozwojowi konkurencji sprzyjają zmiany w preferencjach organizacji korzystających z analityki. Rośnie ich świadomość w zakresie praw prywatności, dostrzegają też wartość zaufania w budowaniu relacji z klientami – a mechanizm zgody właśnie na tym się opiera. Przepisy i presja społeczna, lub – co też przecież możliwe – nowe standardy organizacyjne, motywują biznesy i instytucje do szukania oprogramowania, które szanuje prywatność i działa zgodnie z prawem. 

Przyszłość rynku alternatyw zależy też od samego Google. W tym momencie amerykański gigant stoi na rozdrożu. Z jednej strony stara się dogonić konkurencję z segmentu tzw. analityki produktowej, zbiera więc coraz więcej danych i tworzy rozbudowane profile klientów. Z drugiej jednak musi brać pod uwagę zdanie ekspertów od prywatności. All-in giganta w którąkolwiek stronę, daje szansę na rozwój konkurencji w zaniedbanych przez Google niszach.

Podsumowując, rynek alternatyw do oprogramowania Google będzie się rozwijał, ale przełamanie monopolu będzie długotrwałym procesem. Google najszybciej traci dominację w Europie i państwach, które będą wprowadzać bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony danych osobowych podobne do RODO.  

Gosia Fraser: Co Was odróżnia od innych usług – oprócz poszanowania dla prywatności klientów – dlaczego PIWIK PRO, a nie kto inny? Gdzie jest korzyść dla wyjścia z mainstreamu?

Piotr Korzeniowski: Po uzyskaniu zgody marketingowej odwiedzającego stronę przed użytkownikiem Piwik PRO Analytics Suite otwiera się wachlarz możliwości. Najważniejsza to funkcja przechowywania cennych danych personalnych takich jak e-mail, telefon, imię, nazwisko, fizyczny adres. Użytkownicy Google Analytics nie mają takiej możliwości. 

Unikatową cechą naszego rozwiązania jest możliwość zainstalowania go na serwerach klienta (on-premises). Dzięki temu, w świetle RODO, firma Piwik PRO nie jest traktowana jako procesor danych osobowych, to klient posiada nad nimi pełną władzę. To rozwiązanie jest szczególnie doceniane przez instytucje finansowe, które dzięki niemu łączą dane ze swoich systemów transakcyjnych z click-streamem z Piwik PRO.

Klienci wskazują też na użyteczność naszego produktu i przystępny interfejs. Wiele platform dla analityków jest bardzo trudna w obsłudze bądź nie daje zbyt szerokich możliwości pracy z danymi. 

Staramy się też rozwijać poza ramy wyznaczone przez analityczną konwencję. Widzimy wiele potencjału w łączeniu i wzbogacaniu danych. Dlatego wyposażyliśmy Piwik PRO Analytics Suite w specjalistyczną platformę do łączenia danych o kliencie (ang. customer data platform). Z punktu widzenia działów produktowych, marketingowych czy obsługi klienta to istotna zmiana i możliwość komunikacji 1:1 z odwiedzającym. 

Gosia Fraser: Opowiedzcie mi proszę – co oprócz marketingu? Jak PIWIK PRO może pomagać innym organizacjom – np. administracji publicznej, organizacjom pozarządowym?

Piotr Korzeniowski: Jakiś czas temu przestaliśmy mówić o naszym produkcie jako o narzędziu stricte dla marketingowców. Teraz podkreślamy, że Piwik PRO Analytics Suite pozwala monitorować pełną wędrówkę klienta (ang. full customer journey). Pojęcie “klient” ma wiele znaczeń. W klasycznym ujęciu klient kupuje buty w sklepie online. Ale klient to też obywatel starający się złożyć podanie o dowód na stronie urzędu, czy osoba chcąca internetowo przekazać 1% na wybraną fundację. 

Analityka internetowa często wymieniana jest jednym tchem z marketingiem. Korzyści wynikające z jej stosowania są jednak bardziej uniwersalne i wykraczają poza promocję produktów. Na wdrożeniu analityki skorzysta każdy podmiot, którego obecność online ma jakieś założenia lub cel. Dzięki danym będzie mógł jednoznacznie stwierdzić, czy przybliża się do obranych celów oraz rozpoznać obszary wymagające optymalizacji. 

Przykładowo, administracja rządu Holandii sprawdza przy pomocy naszej platformy, czy obywatele szybko znajdują informacje o kolejnych obostrzeniach związanych z pandemią. Z kolei organizacje pożytku publicznego używają jej, by dotrzeć do nowych darczyńców i ponownie zaangażować uczestników poprzednich zbiórek.

Gosia Fraser: Opowiedzcie mi kilka słów o Waszej historii.

Piotr Korzeniowski:

Piwik PRO powstał w 2013 roku. Na początku świadczyliśmy płatne usługi wsparcia dla użytkowników otwartego oprogramowania analitycznego o nazwie Piwik. Sam open-source powstał wcześniej, już w 2007 roku, a nasz CEO, Maciej Zawadziński, był częścią głównego zespołu developerskiego.

W pewnym momencie drużyna postanowiła się podzielić. Piwik w 2018 przeszedł rebranding i nazywa się Matomo. To osobna, niezwiązana z nami firma, która oferuje własny produkt.

Nasza koncepcja na rozwój była inna. Chcieliśmy stworzyć autorskie oprogramowanie analityczne, które będzie w stanie obsłużyć ruch na stronach klientów klasy enterprise i rządów. Rozwiązanie open-source się do tego nie nadawało. Piwik PRO Analytics Suite powstał od zera, na bazie lepszych technologii. To zwiększyło jego wydajność i stabilność. 

Piwik PRO Analytics Suite potrzebuje tylko kilku sekund na wygenerowanie raportu dla witryny o wielomilionowym ruchu. Dzięki takim osiągom jesteśmy w czołówce oprogramowania analitycznego dla klienta typu enterprise.

Z naszej platformy korzysta ponad 200 organizacji na całym świecie, w tym Rząd Holandii, Komisja Europejska i Credit Agricole. Klienci wybierają nas nie tylko z powodu wysokich standardów prywatności i bezpieczeństwa danych. Jesteśmy po prostu dobrą i wszechstronną analityką, zdolną do przetwarzania wielkich ilości informacji.

W tym roku zdecydowaliśmy się na krok w nowym kierunku. 22 lutego wprowadziliśmy do oferty darmowy plan Core. Z Piwik PRO Analytics Suite będzie mógł teraz skorzystać każdy zainteresowany. W darmowym planie użytkownicy będą mieli dostęp do zaawansowanych funkcji analitycznych i menadżera zgód marketingowych. 

Darmowy produkt wzmacnia naszą konkurencyjność względem Google Analytics. Przez długi czas byliśmy alternatywą głównie na poziomie retoryki i wyznawanych wartości. Teraz szerokie grono odbiorców będzie mogło przekonać się, że dobrą analitykę można robić z poszanowaniem prywatności i w ramach obowiązującego prawa. Bez wysadzania czegokolwiek.   

* Piotr Korzeniowski jest ekspertem w zakresie technicznych i prawnych aspektów wdrażania rozwiązań analitycznych w sektorze rządowym i finansowym. W Piwik PRO jest odpowiedzialny za działalność operacyjną, świadczenie usług i współpracę z partnerami. Przed rozpoczęciem pracy w Piwik PRO pracował dla firm z branży IT i finansowej, w tym dla HP i KPMG.

Total
2
Shares
Powiązane tematy
Czytaj dalej

Brytyjski rząd w tajemnicy przekazywał dane o COVID-19 wielkim firmom technologicznym

Brytyjski rząd pod presją ze strony mediów i opinii publicznej opublikował kontrakty, jakie zawarł z Narodową Służbą Zdrowia (NHS) i firmami technologicznymi na stworzenie narzędzi do walki z epidemią koronawirusa. Umowy opiewają na współpracę administracji m.in. z Microsoftem, Amazonem, Google, a także kontrowersyjną firmą Palantir.
Big pharma reklamy facebook - mediaphilia.pl
Czytaj dalej

Jak firmy farmaceutyczne wykorzystują Facebooka do mikrotargetowania reklam

Chociaż reklamy leków i usług medycznych są na Facebooku oficjalnie zakazane przez regulamin tej platformy, firmy farmaceutyczne znalazły sposób na obejście zasad serwisu. Rocznie "Big Pharma" na reklamy wydaje ponad 6,5 mld dolarów. Według szacunków serwisu The Markup, około jedna szósta z tej kwoty ląduje w kieszeni Marka Zuckerberga.
Total
2
Share