Google grozi Australii wycofaniem usług wyszukiwania, jeśli ta nie zrezygnuje z nowych regulacji

Czego dotyczą regulacje, które nie podobają się Google’owi? W skrócie – zapłaty za treści australijskich mediów, które Google oferuje w swoich usługach, ale nie pozwala na przekierowanie ruchu na strony lokalnych wydawców. Pisaliśmy o tym tutaj. Od czwartku oglądamy kolejną odsłonę konfliktu cyfrowego giganta z demokratycznym rządem Australii – i sam fakt tego, że wielka amerykańska firma kwestionuje prawo kraju do stanowienia wewnątrz swoich granic prawa już powinien budzić w Was grozę.

Czego dotyczą regulacje, które nie podobają się Google’owi? W skrócie – zapłaty za treści australijskich mediów, które Google oferuje w swoich usługach, ale nie pozwala na przekierowanie ruchu na strony lokalnych wydawców. Pisaliśmy o tym tutaj. Od czwartku oglądamy kolejną odsłonę konfliktu cyfrowego giganta z demokratycznym rządem Australii – i sam fakt tego, że wielka amerykańska firma kwestionuje prawo kraju do stanowienia wewnątrz swoich granic prawa już powinien budzić w Was grozę.

Podczas wysłuchania przed komisją senacką Google poinformowało, że jeśli Australia nie wycofa się z uchwalenia prawa zobowiązującego wielkie firmy technologiczne do płacenia za treści wydawców, to koncern wycofa z kraju swoją wyszukiwarkę.

Do tej pory australijskie propozycje zmian prawnych, które miały regulować kwestię od dawna będącą osią sporu pomiędzy firmami internetowymi a wydawcami, to najbardziej zaawansowany tego typu proces na świecie. Całość prac nad legislacją trwała 18 miesięcy i w skrócie zobowiązuje ona firmy do negocjowania z wydawcami uczciwej ceny za treści informacyjne, bądź do skorzystania z zapewnianego przez australijską administrację arbitrażu w tej sprawie, o ile strony wcześniej nie będą potrafiły same dojść do porozumienia.

Google od początku było niezadowolone z pomysłów australijskich polityków, o czym możecie przeczytać w tekście linkowanym we wstępie do tego materiału. W ostatnich dniach jednak koncern posunął się dalej – zaczął wycofywać sekcję informacyjną z wyników wyszukiwania dla niektórych użytkowników w Australii, zasłaniając się tym, że jedynie “eksperymentuje”.

Kto opanuje wielkie firmy? Czy ktoś w ogóle jest w stanie sprostać temu zadaniu? Potrzebujemy precedensu – to pewne. Wydaje się być nim Francja, w której Google zgodziło się pod pewnymi warunkami płacić za treści pewnej grupie wydawców. Big Tech niechętnie jednak poddaje się prawu obowiązującemu w krajach, w których działają koncerny z tego sektora – nawet, jeśli to kraj pochodzenia – USA, gdzie przeciwko technologicznym gigantom toczy się wiele postępowań antymonopolowych.