Facebook miał dane z WhatsAppa od dawna. W końcu to jego własność

Wszystkich, których nagle przeraziła zmiana w polityce prywatności komunikatora WhatsApp, mówiąca iż dane użytkowników i użytkowniczek będą współdzielone z Facebookiem i że trzeba się na to zgodzić bądź po prostu zrezygnować z korzystania z tej aplikacji, pragnę uspokoić – nic się nie dzieje, Facebook ma Wasze dane od dawna. Jedynie postanowił trochę wyraźniej to komunikować.

Wszystkich, których nagle przeraziła zmiana w polityce prywatności komunikatora WhatsApp, mówiąca iż dane użytkowników i użytkowniczek będą współdzielone z Facebookiem i że trzeba się na to zgodzić bądź po prostu zrezygnować z korzystania z tej aplikacji, pragnę uspokoić – nic się nie dzieje, Facebook ma Wasze dane od dawna. Jedynie postanowił trochę wyraźniej to komunikować.

Rzeczywista zmiana polityki prywatności jest raczej kosmetyczna – Facebook ma dane użytkowników tego komunikatora od dawna, a sam jest właścicielem WhatsAppa od 2014 roku. Nie wiedzieliście o tym? Nic dziwnego. Czytanie drobnego druku nie jest niczyją specjalnością, zwłaszcza w dobie internetu.

W rzeczywistości informacje z WhatsAppa są przekazywane Facebookowi od 2016 roku. Zdecydowana większość użytkowników nie zdaje sobie z tego sprawy. Jakie dane z komunikatora ma Facebook? Numer telefonu użytkownika, informacje o tym, jak często WhatsApp jest otwierany na danym urządzeniu, rozdzielczość ekranu, zgrubna lokalizacja określana na podstawie połączenia internetowego i inne. Więcej można przeczytać o tym w archiwalnym już tekście z sierpnia 2016 roku.

Czy te dane są wykorzystywane do targetowania reklam? Ależ oczywiście.

Jednocześnie, Facebook nie może “podglądać” Waszych rozmów na WhatsAppie, koncern obiecuje też, że nie przechowuje kopii komunikacji prowadzonej z użyciem tego komunikatora. Kolejną deklaracją jest brak przechowywania i gromadzenia danych na temat tego, z kim się kontaktują użytkownicy aplikacji.

Skoro Facebook od 2016 roku ma te dane, o co teraz tyle hałasu? W skrócie – o nic. Wprowadzone przez komunikator zmiany w polityce prywatności mają przystosować aplikację do jej nowego zastosowania – bycia czatem, na którym klienci będą mogli porozumiewać się z markami, których produkty kupują, a nawet płacić za swoje zakupy.

Jedyna różnica, która w przypadku obecnych zmian kłuje w oczy, dotyczy tego, że w 2016 roku użytkownicy WhatsAppa mogli nie zgodzić się na przekazywanie Facebookowi określonych danych na swój temat. Dziś firma nie daje wyboru – albo akceptujemy nowy regulamin, albo możemy zrezygnować z korzystania z usługi.

Wielu rezygnuje.

I Was do tego również zachęcam – nie korzystajcie z Messengera, z WhatsAppa ani innych narzędzi do komunikacji, które nie respektują prawa użytkowników do prywatności. Wybierzcie bezpieczną alternatywę – szyfrowany Signal, w ostateczności zaś – Telegram. Przekonanie bliskich i przyjaciół może być łatwiejsze, niż myślicie.