Aplikacja Flo do monitorowania miesiączki przekazywała wrażliwe dane Facebookowi i Google

Aplikacja Flo, która zdobyła całkiem pokaźne grono użytkowniczek na fali popularności platform do monitoringu własnej zdrowotności, przekazywała dane korzystających z niej osób Facebookowi i Google. Informacje o tym, kiedy mamy okres, kiedy owulację, to wbrew pozorom dane bardzo wrażliwe. Flo z pewnością o tym wiedziało – a jednak nie zawahało się oddać ich cyfrowym gigantom i choć twórcom platformy wytoczono w tej sprawie proces, to właśnie Flo zawarło ugodę z Federalną Komisją Handlu USA. A zatem – wszystko po staremu.

Aplikacja Flo, która zdobyła całkiem pokaźne grono użytkowniczek na fali popularności platform do monitoringu własnej zdrowotności, przekazywała dane korzystających z niej osób Facebookowi i Google. Informacje o tym, kiedy mamy okres, kiedy owulację, to wbrew pozorom dane bardzo wrażliwe. Flo z pewnością o tym wiedziało – a jednak nie zawahało się oddać ich cyfrowym gigantom i choć twórcom platformy wytoczono w tej sprawie proces, to właśnie Flo zawarło ugodę z Federalną Komisją Handlu USA. A zatem – wszystko po staremu.

Aplikacje do monitorowania miesiączki pozwalają nie tylko sprawdzić, kiedy po raz kolejny dostaniemy okres, ale też z pewną dokładnością poznać przybliżoną datę owulacji, a często również zapisywać dodatkowe informacje, takie jak różne wskaźniki samopoczucia czy nastroju użytkowniczek. Wiele z tego rodzaju programów, w tym Flo cieszące się bazą ponad 100 mln aktywnych instalacji, oferuje osobom korzystającym z nich także dodatkowe funkcje, pomocne np. przy planowaniu zajścia w ciążę.

Federalna Komisja Handlu USA (FTC) zarzuciła Flo, że wprowadzała swoje użytkowniczki w błąd obiecując im, że dane z aplikacji będą prywatne. Tymczasem, bez wiedzy i zgody osób, które korzystały z programu, ten przekazywał je m.in. Facebookowi i Google’owi, co zdaniem FTC mogło prowadzić do zestawiania tych wrażliwych informacji z identyfikowalnymi profilami konkretnych osób. Wrażliwe dane użytkowniczek mogły być zatem wykorzystywane do celów targetowania precyzyjnego reklam.

W ramach ugody zawartej z FTC Flo musi poinformować użytkowniczki o swoich praktykach i poprosić o pozwolenie na dalsze przekazywanie wrażliwych danych firmom zewnętrznym, jeśli zdecyduje się kontynuować tę praktykę. Firmie zaordynowano również przeprowadzenie niezależnych audytów prywatności (ktokolwiek w Polsce słyszał o czymś takim?). Oczywiście, Flo nie przyznało się do jakichkolwiek błędów po swojej stronie.

Z zasady nasze zaufanie wobec gigantów technologicznych obniża się coraz bardziej – i słusznie. Aplikacja taka jak Flo jednak wydaje się niewinnym, acz bardzo pomocnym gadżetem, zwłaszcza przy dzisiejszym tempie życia. Fakt, że nie poinformowała osób z niej korzystających na temat przekazywania danych zewnętrznym firmom, powinien skłaniać nas do myślenia o tym, jak wiele innych programów, z których na co dzień korzystamy, stosuje podobne praktyki?

Niezdrowe podejście do danych osobowych programów, które mają nam pomagać dbać o zdrowie jest w pewnym sensie normą.

W 2019 roku opublikowano badanie w Jama Network Open, z którego wynika, iż aplikacje kierowane do osób cierpiących na depresję również bez ich wiedzy i zgody współdzieliły wrażliwe dane z Facebookiem i Google’em.