Prezes Google’a: nie byłem świadom planu ataku na komisarza Bretona

Prezes Google’a Sundar Pichai twierdzi, że nie był świadom istnienia planu ataku na komisarza UE ds. rynku wewnętrznego Thierry’ego Bretona, gdyż Google to “duża firma i dokument ten nigdy nie został mu pokazany”. Uwierzyliście? Ja również nie.

Prezes Google’a Sundar Pichai twierdzi, że nie był świadom istnienia planu ataku na komisarza UE ds. rynku wewnętrznego Thierry’ego Bretona, gdyż Google to “duża firma i dokument ten nigdy nie został mu pokazany”. Uwierzyliście? Ja również nie.

Pichai w rozmowie z Bretonem, do której doszło w ubiegły czwartek, powiedział również, że nigdy nie wyraziłby zgody na “taki styl działania”, gdyż Google “tak nie działa”.

Dokument, o którym mowa, ujrzał światło dzienne zaledwie kilkanaście dni temu. Rozpisana w nim strategia obejmowała działania, jakie koncern miał podjąć celem “pozbycia się bezsensownych ograniczeń” i “zresetowania narracji” na temat jego modelu biznesowego w Europie. Plan miał być dla Google’a deską ratunkową w sytuacji wzmożonej presji na firmę ze strony europejskich regulatorów, którzy zaczęli na poważnie interesować się dominującą pozycją rynkową molocha i jej wpływem na konkurencyjność kontynentalnego rynku usług cyfrowych, również w branży mediów i reklamy. Komisarz Thierry Breton z kolei to twarz unijnych działań zmierzających do uregulowania działalności wielkich firm technologicznych z USA.

Pochodzący z Francji urzędnik, którego cytuje dziennik “Financial Times” ocenił, że sposób działania charakteryzowany przez strategię Google’a to rzecz dobrze znana w taktycznych rozgrywkach: “mowa o tym, że musimy zmobilizować amerykański rząd i twierdzenia, że nowe zasady (UE – red.) mogą zniszczyć sojusz transatlantycki… naprawdę?”. Breton zaznaczył, że Komisja Europejska zapoznała się z uwagami Google’a dotyczącymi regulacji na poziomie unijnym. Sundar Pichai z kolei zapewnił komisarza, że będzie angażował się bezpośrednio we współpracę z nim wokół kwestii nowego prawodawstwa, a jego firma będzie “szczera i transparentna”.

Co nowe regulacje z Brukseli zmienią dla Google’a i innych wielkich firm technologicznych?

Przede wszystkim – nałożą na nie większą odpowiedzialność w kwestiach takich, jak treści niezgodne z prawem (np. propaganda terrorystyczna, czy mowa nienawiści) lub dystrybucja podrabianych towarów za pośrednictwem platform internetowych. Unia ma zamiar doprecyzować także rolę “gatekeepera”, którą pełnią firmy z USA – jako pośrednicy w dostępie do treści dla użytkowników, Facebook czy Google zostaną wówczas objęci bardziej zdecydowanymi regulacjami, niż to ma miejsce obecnie.

Urok “darmowych” usług cyfrowych

Ostatnie trzy lata to czas, w którym amerykańscy giganci technologii zaczęli powoli tracić swój urok. Świadomość użytkowników względem spraw takich jak ochrona prywatności czy wykorzystanie danych osobowych w reklamie rośnie i choć dla “darmowych” usług internetowych Google’a czy Facebooka nadal nie ma rozsądnej alternatywy (oprócz wykluczenia z życia towarzyskiego, sporych utrudnień w życiu zawodowym i naukowym), to sprzeciw wobec praktyk tych koncernów mimo wszystko narasta – nie tylko na poziomie grup bardziej świadomych grup konsumentów.

Unia Europejska, zwłaszcza zaś Francja, podjęła szereg działań zmierzających do uregulowania tego, ile wolno gigantom. Google, Facebook, Amazon, ale i Apple (czego dobrym przykładem jest choćby dzisiejsze zażalenie wniesione u organów ochrony danych osobowych Niemiec i Hiszpanii) coraz częściej ścigane są za nadużycia wobec ochrony danych osobowych użytkowników i ich nieuprawnione wykorzystywanie do celów marketingowych. Koncerny te zaczęły być postrzegane również jako silne podmioty lobbujące na rzecz określonych rozwiązań społecznych i prawnych. Warto przyjrzeć się temu, jak wyglądają konferencje i panele poświęcone roli technologii w rozwijających się społeczeństwach cyfrowych, a także badania naukowe – ile z nich sponsorują dziś wielkie firmy (na przykład Google), by łatwiej móc uzasadnić swoją kluczową, wręcz niezbędną obecność w tworzeniu rozwiązań na poziomie państwowym?

Polska wydaje się być krajem na początku tej drogi – świadomość zagrożeń płynących z monopolizacji przestrzeni cyfrowej przez kilka wielkich firm dopiero raczkuje, podobnie jak wiedza o ryzyku niesionym przez zbyt frywolne dysponowanie swoimi danymi osobowymi w zamian za możliwość korzystania z “bezpłatnych” usług czy produktów. Kto może nam pomóc pójść o krok dalej? Chciałabym wierzyć, że media – w roku pandemii skazane na utrzymywanie się z tego, do czego zostały powołane w początkach swojego istnienia, gdyż wszystkie wyjazdy sponsorowane przełożono na “za rok”, a może “święte nigdy”.

Total
2
Shares
1 komentarz
  1. Pewnie nawet nie wiedział. Ma szeregi oddanych i wiernych oraz zapewne nadgorliwych dyrektorów i menadżerów którzy jak w każdej takiej organizacji chcą się wykazać.
    Tak czy siak, chyba dożyliśmy czasów gdy w kwestii BigTech nie dominuje już romantyczne wyobrażenie firm stworzonych przez wizjonerów chcących zmieniać świat na lepsze.
    Urosły, przeobraziły się a w zasadzie wypełniają cel każdej firmy – maksymalizowanie zysków dla swoich akcjonariuszy.
    Coraz głośniej mówimy jakim kosztem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane tematy
Czytaj dalej

Facebook zapłaci wydawcom w Wielkiej Brytanii. Zatem MOŻNA

Facebook zapłaci brytyjskim mediom mainstreamowym za licencjonowanie ich treści. Rocznie kwoty tantiem, które będzie musiał regulować koncern to rząd milionów funtów. Dlaczego Facebook się ugiął, choć w innych krajach zaciekle walczy, by za treści redakcji medialnych nie płacić ani grosza? Najpewniej dlatego, że Londyn zabrał się na poważnie za regulacje prawne branży reklamy internetowej, gdzie firma Zuckerberga dominuje.
Total
2
Share