Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Do karcianego stolika, przy którym od lat grają Apple i Google, postanowił dosiąść się nowy gracz. Epic Games, wiedząc, że łamie obowiązujące zasady, postanowił rzucić rękawicę obecnym hegemonom cyfrowego świata. Stawka jest niespodziewanie wysoka i nie chodzi tu tylko i wyłącznie o pieniądze, ale o przyznanie się do pozycji monopolisty. Dobro użytkownika – jak to zazwyczaj ma miejsce – jest na szarym końcu.

Od kapeli punkowej do Carnegie Hall, czyli swoje ideały sprzedaje prawie każdy

W biznesie jest jak w muzyce.

Nowozałożona firma jest jak lokalna grupa punk-rockowa, chce wywracać świat do góry nogami. Chce burzyć zastany porządek, na każdym kroku kwestionując nawet najmniejszy jego element. Z czasem jednak, gdy kapela odniesie sukces, jej członkowie zaczynają pić coraz to droższe alkohole, latać prywatnymi samolotami i występować na najbardziej prestiżowych salach koncertowych, grając koncerty z orkiestrami symfonicznymi.

Co zostało z wcześniej wyznawanych ideałów? Niewiele lub też nic. Jest to dosyć naturalne, bo ostatecznym celem każdej firmy jest stanie się monopolistą w swojej branży. Dobro użytkownika nie jest dla żadnej korporacji sensem istnienia, ewentualnie może być środkiem, który pozwoli osiągnąć pożądany efekt, czyli generowanie coraz to większych zysków dla akcjonariuszy.

iTunes, czyli rozbijmy monopol branży muzycznej, budując własny

Pamiętacie premierę iTunes? Apple wtedy zarzekało się, że jest właśnie takim punkowcem, który chce walczyć z monopolem branży muzycznej. Spójrzmy na swoje smartfony ze Spotify, Apple Music, Deezerem czy Tidalem. Sukces, udało się im. Stworzyli świetne usługi, które ludzie pokochali. Walcząc z jednym monopolem, Apple zbudowało swój własny monopol, na rynku mobilnym. W dodatku znacznie bardziej skrupulatnie niż Google. Mając system iOS nie mamy w zasadzie wyboru, możemy instalować tylko aplikacje dostępne w App Store. Używając Androida, przynajmniej na razie, możemy instalować aplikacje spoza sklepu Google Play. Jestem przekonany, że i to zmieni się w przyszłości.

Tym samym koncerny takie jak Apple czy Google mogą dyktować niemal dowolne warunki dla wszystkich, którzy chcą z nich korzystać. Zarówno dla innych firm, które zarabiają będąc uczestnikami tej układanki, jak i dla samych użytkowników. Czy jest alternatywa? Jest – zamknąć firmy produkujące gry i aplikacje, a dla użytkowników – zostać cyfrowymi pustelnikami. Ewentualnie poszukajcie w szufladzie starej Nokii 3310.

Bunt na pokładzie

Mobilna rozrywka stała się gigantycznym biznesem. Twórcy gry Fortnite stwierdzili, że należy się im znacznie większy kawałek tortu niż ten, który oferują im wielkie firmy. Polityka prowizji w App Store jest dość prosta; jeśli chcesz sprzedawać cyfrowe dobra, to musi w tym pośredniczyć Apple, za co bierze 30 proc. ze wszystkich transakcji.

Nie tylko Epic Games jest niezadowolony z obecnego stanu rzeczy. Spotify, Match (właściciel m.in. Tindera), Netflix oraz Microsoft wprost komunikują, że kibicują Epic Games. Co prawda z drugiego rzędu, ale zawsze. Część z nich, jak np. Netflix, gdzie płatność odbywa się poprzez podanie danych karty płatniczej, sam może niedługo znaleźć się w tarapatach, gdy Apple uzna, że to nie jest zgodne z polityką App Store i firmy.

Trudno wyobrazić sobie usługi i produkty cyfrowe w oderwaniu od smartfona, a smartfona bez dodatkowych aplikacji, z których korzystamy. Wydaje się, że obydwie strony są na siebie skazane. Obecną sytuację musimy oceniać jako bunt na pokładzie. Zatem, jak go zażegnać? Weryfikując wysokość prowizji, jaka należy się Apple. Najpewniej cała ta historia taki też będzie miała finał.

Duży może więcej

Apple dobrodusznie ogłosi, że wsłuchuje się w głos partnerów – obniży stawki, Epic Games wycofa własny system płatności z Fortnite, a ten wróci do App Store. Wszystko zostanie okraszone oczywiście PR-owymi zagrywkami, mającymi pokazać jak Apple dba o dobro całego świata. Mój prześmiewczy ton nie jest przypadkowy. To, co piszę powyżej, najpewniej będzie miało miejsce tylko w przypadku największych graczy w branży. Czyli potencjalnych przyszłych monopolistów w swojej dziedzinie. Reszta nie skorzysta w pełni z nowych stawek, bo nie będą one tak korzystne dla mniejszych podmiotów.

Brak dojścia do porozumienia byłby dla Apple, ale także dla Google, bardzo ryzykowne. Zagranie taką kartą pokazałoby instytucjom prowadzącym postępowania antymonopolowe, że obydwie firmy wykorzystują swoją dominującą pozycję na rynku w sposób, który jest niezgodny z prawem. Zresztą tak jest i obecnie. Obydwie strony konfliktu to wykorzystują. Apple do dyktowania własnych warunków finansowych, Epic Games do nagłośnienia sprawy. Gdyby sprawa dotyczyła mało znanego studia produkującego gry indie, to by nikt o tej sprawie zapewne nie usłyszał.

Obecnie nie ma większego strachu, jaki może pojawić się na korporacyjnych korytarzach, jak widmo uznania danej firmy za monopolistę. Równocześnie wydając wyrok: należy podzielić firmę. Niestety nawet to może nie być skuteczne w walce o prawa mniejszych podmiotów i dobro konsumentów. Tak powstałe  z podziału firmy nadal byłyby jednymi z największych w swojej branży. Czy zatem jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Jedno, dokładnie patrzeć na ręce największych i dbać, aby nie nadużywali swojej pozycji. Monopol nigdy nie jest dobry, dla nikogo. Jednocześnie jest pożądany przez każdego, kto wszedł do biznesu.

Opublikowano w: Aplikacje,Internet,Oprogramowanie
Więcej na podobne tematy: , , ,
// Tomasz Krelke Krela Więcej wpisów

Projektant (UX/UI) specjalizujący się w aplikacjach, technologiach mobilnych oraz nowych metodach płatności. Bloger technologiczny. Interesuje się wpływem nowych technologii na stosunki społeczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *