Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Lenin zwykł mawiać, że kapitaliści sami sprzedadzą sznur, na którym się ich później powiesi. ISIS wierzy w podobne mechanizmy i sprawia, że kulturalni miłośnicy sztuki z całego świata finansują działalność terrorystyczną Państwa Islamskiego.

Gdy w 2015 Palmyra została przejęta przez bojowników ISIS, cały świat mógł oglądać obrazy niszczenia obiekt po obiekcie miasta, znajdującego się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Terroryści okazywali okrucieństwo od samego początku, znacząc Palmyrę krwią syryjskich żołnierzy, a potem dokonując egzekucji cywila – kustosza muzeum Palmyry Khaleda Assada, wybitnego archeologa, który poświęcił całe swoje życie historii i kulturze. Potem poświęcili sporo sił na dokumentowanie swojej niszczycielskiej działalności.

Czy rzeczywiście Palmyra była niszczona w imię religii? Czy naprawdę bezcenne artefakty unicestwiono, by bezpowrotnie zniknęły z powierzchni Ziemi?

Wkrótce po upadku Palmyry w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zorganizowano spotkanie z sekretarzem generalnym Interpolu Jurgenem Stockiem, oraz szefową UNESCO Iriną Bokową.

Omawiano na nim jednak nie sam proces niszczenia dzieł sztuki, a ich kradzież w wyniku splądrowania minimum 2700 obiektów. Uważna analiza materiałów publikowanych przez ISIS ujawniła, że w wielu wypadkach światu pokazano starannie przygotowaną inscenizację. Dzieła, które mogłyby mieć wartość handlową, zostały w rzeczywistości zabezpieczone i wywiezione.

Państwo Islamskie niemal natychmiast po zajęciu Palmyry rozpoczęło obrót zagrabionym mieniem, znajdując przez internet nabywców z Zachodu. Część obiektów została przekazana w ręce wyspecjalizowanych pośredników, część wywieziona różnymi kanałami przez kilka kolejnych państw, by ukryć ich miejsce pochodzenia, część zaś pozostała w ukryciu, by pojawić się na rynku antyków za wiele lat.

Dzieła sztuki powinny sprzedawane wraz z odpowiednią dokumentacją, jednak wielu kolekcjonerów nie dba o legalność pochodzenia swoich nabytków. Policja z całego świata przestrzega przed nabywaniem dzieł nieznanego pochodzenia, ale jeśli sam proces nabycia ich nie wydaje się trudny, to nawet 80% transakcji odbywa się z pominięciem dokumentów. W dobie handlu internetowego znalezienie nabywcy na trefny zabytek nie stanowi problemu.

Handlarze wystawiali obiekty na platformach aukcyjnych takich jak eBay oraz Amazon, ale nie tylko. Jedną z platform handlu zagrabionymi z Syrii artefaktami okazał się Facebook. Dziennikarze brytyjskiego nadawcy publicznego BBC przez dwa lata prowadzili śledztwo w tej sprawie, a ujawnienie jej wyników spowodowało zamknięcie 49 grup i fan page’y zajmujących się obrotem takim towarem. Sprzedawano tam wszystko – fragmenty zabytkowych mozajek, malowideł, posągów, elementów architektury, a nawet egipskich sarkofagów. Większość miała być imitacjami oryginalnych dzieł, ale przedstawienie ich w ten sposób przez handlarzy mogło być po prostu kolejnym sposobem na legalizację takiego towaru.

Zamknięcie przez Facebooka problematycznych stron i grup „kolekcjonerskich” początkowo nie ułatwiło działań przeciwko procederowi nielegalnego obrotu dziełami sztuki uprawianemu przez ISIS. Stało się tak, ponieważ gigant usuwając podejrzane treści, w praktyce zlikwidował dowody przestępczej działalności i zablokował możliwość kontaktu tak z przestępcami jak i ze środowiskami, dla których posiadanie dzieła jest ważniejsze niż etyka.

Facebook dziś z uwagą wdraża politykę przeciwdziałania handlu antykami z niepewnego źródła. Greg Mandel, menedżer ds. RP Facebooka, wywiedział się w końcu czerwca 2020 na ten temat (cytat za „Tehran Times”): „pracowaliśmy nad rozszerzeniem naszych zasad i od dziś zabraniamy wymiany, sprzedaży lub kupna wszelkich historycznych artefaktów na platformach Facebook i Instagram”.

Skuteczne zapobieganie przedostawaniu się nielegalnie zdobytych dzieł sztuki i zabytkowych przedmiotów na rynek zachodni z pewnością pomoże w przeciwdziałaniu działalności Państwa Islamskiego. Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, po przeanalizowaniu problemu, już w 2015 r. przyjęła rezolucję, która zobowiązuje swoje państwa członkowskie do podjęcia kroków w celu uniemożliwienia ugrupowaniom terrorystycznym z Iraku i Syrii czerpania korzyści z handlu – również antykami.

Wojna ideologiczna o „prawdziwy” islam i czystość religijną, którą widzimy w materiałach wideo rozpowszechnianych przez ISIS, to w rzeczywistości propaganda, mająca na celu napędzenie rynku antykami i dziełami sztuki. Zachodni miłośnicy artefaktów kierują się m.in. szlachetną chęcią ocalenia zagrożonych zabytków przed niszczycielską działalnością terrorystów, tym chętniej nabywając towar nieznanego pochodzenia.

Antyki stały się walutą, lepszą niż ropa naftowa, bezpieczniejszą niż narkotyki i budzącą większą sympatię szerokiego odbiorcy niż niewolnicy.

Opublikowano w: Internet
Więcej na podobne tematy: , , , , ,
// Agnieszka Wesołowska Więcej wpisów

Dziennikarka, redaktorka, pisarka i nie tylko. Pisuje o bezpieczeństwie, oszustwach, przestępczości i złych ludziach a także szeroko pojętych tematach społecznych, historycznych, politycznych m.in. dla Dziennika Internautów, Zaufanej Trzeciej Strony, Focusa, Onetu, Igimagu. Prowadzi profil na FB "Pani syn udaje" poświęcony chorobom odkleszczowym. Współautorka "Butów mojego męża".

3 odpowiedzi na “Jak tzw. Państwo Islamskie handluje w internecie dziełami sztuki”

  1. lol pisze:

    Widzę, że zmieniła Pani pracodawcę XD Czy to na stałe i na z3s nie będzie Pani twórczości?

  2. lol pisze:

    Przeczytałem smutną historię Pani tytanicznej walki o zdrowie syna. Życzę dużo siły i zdrowia dla całej rodziny..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *