Jak media społecznościowe wspomagają przemysł pornograficzny

W okresie od lipca do grudnia 2019 TikTok skasował aż 49 milionów filmów, naruszających reguły serwisu. Około 25 proc. tych materiałów zawierało nagość lub treści o charakterze erotycznym. Czy to zjawisko charakterystyczne dla i tak budzącego kontrowersje TikToka, czy też może branża rozrywek dla dorosłych wyszła poza zwyczajowo kojarzone z tego rodzaju treściami portale?

W okresie od lipca do grudnia 2019 TikTok skasował aż 49 milionów filmów, naruszających reguły serwisu. Około 25 proc. tych materiałów zawierało nagość lub treści o charakterze erotycznym. Czy to zjawisko charakterystyczne dla i tak budzącego kontrowersje TikToka, czy też może branża rozrywek dla dorosłych wyszła poza zwyczajowo kojarzone z tego rodzaju treściami portale?

Wśród 49 milionów sprzecznych z zasadami serwisu TikToka materiałów wideo 25,5 proc. zawierało nagość dorosłych lub akty seksualne. 24,8 proc. złamało zasady polityki ochrony dzieci, takie jak nakłanianie dziecka do przestępstwa lub innych szkodliwych praktyk. 21,5 proc. filmów dotyczyło nielegalnych towarów. 3 proc. zawierało treści określane jako nękanie lub zastraszanie. Około 1 proc. natomiast zawierało mowę nienawiści lub tzw. „nieautentyczne zachowanie”. Te 49 milionów to jednak zaledwie 1 proc. wszystkich filmów przesłanych na serwis w tym czasie. Większość z tych treści serwis wyłapał sam, dzięki algorytmom moderującym.

TikTok, bez względu na kontrowersje, które budzi, jest tylko jedną z bardzo wielu popularnych sieci społecznościowych i wyłapywane tam zakazane treści to tylko mizerny ułamek promila wszystkich tego rodzaju materiałów w internecie. Media społecznościowe stały się doskonałym polem do generowania dochodów, m.in. dla przemysłu porno, zarówno tego mainstreamowego i dobrze zorganizowanego, dla ambitnych amatorów, jak i dla szerokiej strefy szarej, w tym dla działalności przestępczej.

W 2018 r. według serwisu fightthenewdrug.com duży problem z pornografią i pedofilią w swoim serwisie miał inny społecznościowy gigant – Facebook. Jego algorytmy nie wyłapywały systemowo zakazanych treści. Próby ich zgłaszania, dotyczące np. zseksualizowanych zdjęć dzieci, kończyły się często (i, niestety, również dziś się kończą) komunikatem „zweryfikowaliśmy zgłoszony przez Ciebie profil i naszym zdaniem nie narusza on “Standardów społeczności“. Jeżeli w profilu jest coś, co Twoim zdaniem powinniśmy zweryfikować (np. zdjęcie), zgłoś tę konkretną treść. Jeszcze raz dziękujemy, że pomagasz nam dbać o przyjazną atmosferę i bezpieczeństwo na Facebooku.” Gdy dziennikarze BBC próbowali w ten sposób zgłosić 100 pedofilskich zdjęć, ostatecznie Facebook usunął ich…18.

Również w 2018 r. w popularnym serwisie blogowym Tumblr ilość treści pornograficznych szacowano na maximum 4 proc., w rzeczywistości jednak jest ich więcej. W badaniu 200 tysięcy najpopularniejszych domen Tumblra ujawniono, że 22,775 z nich zawiera treści dla dorosłych, a 22 proc. wszystkich przekierowuje ruch na jeden z portali “branżowych”.

Twitter w tej chwili bez problemu akceptuje wszystkie treści pornograficzne. Zawodowi performerzy filmów dla dorosłych traktują ten serwis jako sposób na poszerzenie swojej publiczności (nie linkujemy do źródeł, wybaczcie).

O ile jednak można zastanawiać się, czy legalny przemysł, zabezpieczony standardowym ostrzeżeniem o kontrowersyjności zawartych we wpisie treści, ma prawo promować się w social media, o tyle nikt nie ma wątpliwości, że serwis społecznościowy nie powinien umożliwiać promocji pedofilii.

Tymczasem BBC w 2018 wykryło 13 tysięcy kont pedofilskich, na których znajdowały się treści dotyczące nawet pięciolatków. Twitter nie usuwa kont pornbotów, tylko blokuje ich widoczność dla użytkowników, którzy zgłaszają takie treści. Przyczyna? Usunięcie porno-kont może spowodować zamknięcie kilku procent aktywnych użytkowników, a to z kolei poważna strata dla serwisu.

Instagram wprowadził zakaz stosowania hashtagów związanych z treściami pornograficznymi, ale kreatywność pornbotów i spamerów jest w tym względzie ogromna. W popularnych hashtagach i trendach osadzane są zakazane treści docierające do wszystkich użytkowników platformy, w tym również tych mających 13 lat (minimalny wiek, od którego regulamin Instagrama dopuszcza korzystanie z platformy). Hashtagi i emotikony wyglądają niewinnie, ale w rzeczywistości prowadzą do pornografii. Instagram twierdzi, że automatycznie wykrywa i usuwa nagość i treści pornograficzne, ale praktyka pokazuje co innego.

Kolejnym narzędziem, które zostało zaadaptowane przez szeroko pojęty przemysł porno, jest Snapchat. Dodajmy, że Snapchat i Instagram to najpopularniejsze serwisy społecznościowe wśród nastolatków. Użytkownicy w tej grupie wiekowej odwiedzają Snapchata ponad 20 razy dziennie i spędzają w aplikacji co najmniej 30 minut, a 63 proc. osób w wieku od 13 do 17 lat korzysta z Instagrama codziennie, spędzając tam co najmniej 32 minuty.

Snapchat oficjalnie nie zezwala na treści dla dorosłych, ale posiadanie konta premium w praktyce prowadzi do możliwości obejścia tego zakazu. Istnieje również mechanizm organizowany przez np. FanCentro, umożliwiający wejście do prywatnych kont Snapchat i zastępowanie usuniętych kont kolejnymi. FanCentro udostępnia linki do filmów ze Snapchata do jednego z wiodących serwisów pornograficznych.

Zawodowa branża porno od dawna narzeka na utratę zysków w związku z dostępnymi w sieci darmowymi treściami dla dorosłych. Rozlanie się tych materiałów na media społecznościowe to dalsze zagrożenie i jednocześnie ratunek dla performerów, którzy poprzez promocję tego typu, starają się utrzymać pozycję zawodową oraz dochody. Wyspecjalizowane sieci społecznościowe, takie jak wspomniany FanCentro, a także OnlyFans czy IsMyGirl, pozwalają kupować treści tego typu bezpośrednio od ich autorów, z pominięciem pośredników. Zysk? Według Forbesa od 500 do 30 tys. USD miesięcznie dla konta.

W świecie społecznościówek powstały dwa trendy – legalnego porno, pozwalającego na jako taką selekcję odbiorcy i weryfikację legalności twórców, oraz szarej strefy, rozrastającej się w „zwyczajnych” sieciach społecznościowych. Można tam natknąć się na treści przestępcze, będące skutkiem handlu ludźmi, gwałtu, przemocy i wykorzystywania dzieci. Za całym tym zjawiskiem stoją potężne pieniądze, z których chcą skorzystać zarówno serwisy takie jak OnlyFans, jak i pozornie niewinny Twitter.

Total
2
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane tematy
Total
2
Share