Czy aplikacje COVIDowe naprawdę spełniają swoją rolę?

Wraz z rozwojem pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 zaczęto opracowywać technologie, których zadaniem jest pomoc w śledzeniu rozprzestrzeniania się infekcji nowym patogenem. Według danych firmy Sensor Tower Store Intelligence, od momentu wybuchu pandemii w Europie, aplikacje służące do monitorowania kontaktów społecznych i rozprzestrzeniania się zakażeń zainstalowało około 9,3 proc. mieszkańców z trzynastu najbardziej zaludnionych krajów świata.

Wraz z rozwojem pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 zaczęto opracowywać technologie, których zadaniem jest pomoc w śledzeniu rozprzestrzeniania się infekcji nowym patogenem. Według danych firmy Sensor Tower Store Intelligence, od momentu wybuchu pandemii w Europie, aplikacje służące do monitorowania kontaktów społecznych i rozprzestrzeniania się zakażeń zainstalowało około 9,3 proc. mieszkańców z trzynastu najbardziej zaludnionych krajów świata.

Sensor Tower przeanalizowała użytkowanie rekomendowanych przez rządy aplikacji w krajach o populacji przekraczającej 20 milionów, tj. w Australii, Francji, Niemczech, Indiach, Indonezji, Włoszech, Japonii, Peru, Filipinach, Arabii Saudyjskiej, Tajlandii, Turcji i w Wietnamie. Ludność w tych krajach to łącznie prawie 1,9 miliarda osób. Liczba pobrań COVIDowego oprogramowania to natomiast blisko 173 miliony.

Aplikacja COVIDSafe wdrożona w Australii została do tej pory pobrana najwięcej razy – 4,5 miliona unikalnych instalacji oznacza w jej przypadku, że użytkownicy tego programu stanowią 21,6 proc. wszystkich mieszkańców kraju. Przed COVIDSafe rząd rekomendował instalację innej aplikacji – Emergency, z włączoną funkcją GPS, aby pomóc użytkownikom kontaktować się z policją i innymi służbami – ratunkowymi bądź sanitarnymi. Emergency zainstalowano około 1,5 miliona razy.

W innych krajach użytkowników aplikacji do monitorowania kontaktów społecznych jest o wiele mniej. W Turcji to 17,3 proc. populacji, w Niemczech 14,4 proc., w Indiach 12,5 proc., a we Włoszech już tylko 7,2 proc. i od tego momentu statystyki już tylko dramatycznie spadają. Na Filipinach aplikacją COVIDową zainteresowało się mniej niż 0,2 proc. mieszkańców kraju.

Tymczasem według analiz Uniwersytetu Oksfordzkiego, aby takie rozwiązania technologiczne naprawdę mogły spełniać swoją rolę, powinny być przyjęte przez przynajmniej 60 proc. populacji. Przeprowadzono symulację rozszerzania się epidemii koronawirusa w hipotetycznej aglomeracji liczącej milion mieszkańców. Wysnuto na jej podstawie wniosek, że aplikacja do cyfrowego śledzenia kontaktów, jeśli zostanie starannie wdrożona wraz z innymi środkami, może znacznie zmniejszyć liczbę nowych przypadków koronawirusa, hospitalizacji i przyjęć na OIOM – ale ma to sens tylko wtedy, gdy wspomniane około 60 proc. populacji korzysta z tego oprogramowania. W innym wypadku korzyści są, ale bardzo niewielkie.

Kwestia bezpieczeństwa zdrowotnego nie może jednak – jak przekonują eksperci – powodować naruszania prawa do prywatności. Organizacja Amnesty International przeanalizowała faktyczne działanie takich aplikacji w kilku krajach – w tym w Norwegii, od lat cieszącej się opinią kraju szanującego prawa człowieka i obywatela, w tym prawo do prywatności. Raport AI, mówiący o faktycznych zaletach aplikacji śledzących pandemię, nie jest optymistyczny – wskazuje, że program niesie poważne ryzyko inwigilacji użytkowników. Miejscowi eksperci zaś wypowiadają się się, że ta aplikacja nie tylko zbiera wrażliwe dane, ale i z punktu widzenia epidemiologicznego – niepotrzebne.

Na jesień 2020 r. przewiduje się światową drugą falę zakażeń. Czy wtedy aplikacje spełnią swoje zadanie?

Total
3
Shares
2 komentarzy
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane tematy
Total
3
Share