Prywatność nie może być ceną za walkę z koronawirusem – tak można podsumować wspólne oświadczenie ponad 100 organizacji pozarządowych, które wspólnie wyraziły sprzeciw wobec szerokiego użycia nadzoru elektronicznego w walce z pandemią. Wśród sygnatariuszy znalazła się również polska fundacja Panoptykon oraz brytyjska organizacja Privacy International.

Zdaniem organizacji zarówno prywatne firmy, jak i całe kraje w chwili wybuchu pandemii zdecydowały się na użycie inwazyjnych narzędzi inwigilacji i nadzoru elektronicznego do walki z kryzysem. Wielokrotnie wykorzystanie nowych technologii w tym celu stoi w sprzeczności z ochroną i poszanowaniem praw człowieka, w tym – prawa do prywatności.

Środki techniczne, które na całym świecie zostały zaprzęgnięte do walki z pandemią koronawirusa, różnią się w zależności od krajów i rządzących. W 23 krajach wykorzystywane są dane telekomunikacyjne, 14 państw zaś – w tym Polska – wypuściło na czas pandemii specjalne aplikacje, które mają pomóc w zwalczaniu wirusa.

Wykorzystaniu technologii nadzoru wobec obywateli w przypadku pandemii nie towarzyszy pytanie o zgodę na wykorzystanie danych – są one uzyskiwane na mocy umowy administracji i operatorów telekomunikacyjnych. Aplikacje zaś, jak w przypadku Polski – wpierw proponowane jako rozwiązanie dobrowolne, „dla chętnych”, prędko mogą zmienić się w przymus. Jest to problematyczne zwłaszcza w przypadku krajów, gdzie zaufanie do instytucji państwa nie jest specjalnie wysokie.

Uwaga na wieczną prowizorkę!

We wspólnym oświadczeniu organizacji pozarządowych nakreślono osiem ramowych warunków które rządy poszczególnych państw jak i firmy prywatne powinny spełniać w przypadku wykorzystania nowych technologii do walki z pandemią. To m.in. wymogi zgodności z prawem, proporcjonalności, ograniczenia czasowego i właściwego uzasadnienia interesem zdrowia publicznego dla procedur gromadzenia i przetwarzania danych obywateli.

„Wzięliśmy udział w akcji, ponieważ z niepokojem przyglądamy się bezrefleksyjnemu ingerowaniu w prawa człowieka. Rozumiejąc, że wyjątkowe sytuacje czasem wymagają wyjątkowych środków, pamiętamy narrację, która towarzyszyła zwiększaniu uprawnień służb po 11 września, a która teraz wygląda podobnie. Jednak doświadczenie pokazuje, że nad ingerującymi w prywatność narzędziami łatwo przechodzi się do porządku dziennego i zostają z nami również po ustaniu sytuacji, która wymagała ich wdrożenia” – tłumaczy odpowiadając na moje pytanie przedstawicielka Panoptykon Karolina Iwańska. Jak wyjaśnia, „dlatego między innymi apelujemy o ograniczenia czasowe dla wykorzystywanych narzędzi i refleksję nad tym, czy na pewno są niezbędne i proporcjonalne i czy celów (w tym przypadku zapewnienia zdrowia publicznego) nie da się osiągnąć innymi, mniej inwazyjnymi metodami”.

Czas pandemii koronawirusa z pewnością jest czasem, w którym o wiele łatwiej prowadzić jest dyskusje sugerujące, iż w obliczu zagrożenia nową, niezbadaną chorobą na którą nie ma lekarstwa ani szczepionki dyskusje o prywatności są czymś niemoralnym i nie powinny mieć miejsca. Pozwolę sobie jednak na koniec tego tekstu zawiesić w próżni pytanie: co, jeśli wprowadzane naprędce rozwiązania, jak to zazwyczaj bywa, zostaną z nami na stałe również po pandemii? Prowizorka wszak trzyma się najlepiej, zwłaszcza, jeśli pozwala na realizację zamiarów, które wcześniej – w warunkach rozbudowanej dyskusji w kręgach eksperckich i konieczności prowadzenia konsultacji społecznych – były nieosiągalne.