Polska pracuje nad aplikacją, która ma pozwolić użytkownikom dowiedzieć się, czy zetknęli się z osobami zakażonymi koronawirusem – fakt ten dostrzegła nawet agencja Reutera. Nowa aplikacja, której kod upubliczniło w piątek Ministerstwo Cyfryzacji, nazywa się ProteGO i obiecuje chronić prywatność swoich użytkowników. Czy to właściwa szczepionka na problemy, jakie wystąpią po otwarciu kraju planowanym obecnie na dzień przed Niedzielą Wielkanocną, 11 kwietnia?

Resort opisuje ProteGO jako odpowiedź na problemy życia „po kwarantannie”. „Rozpoczęliśmy prace nad aplikacją, która pozwoli kontrolować i zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa. Przygotowuje ją grupa polskich programistów” – czytamy na stronie Ministerstwa.

Szef resortu Marek Zagórski zachęca do instalacji aplikacji w imię „społecznej solidarności” i wskazuje, że ProteGO ma być najbardziej przydatne w czasie wychodzenia z najostrzejszych ograniczeń w przemieszczaniu się, jakie obecnie obowiązują do 11 kwietnia (czyli do końca Wielkiej Soboty). W Niedzielę Wielkanocną zaś miliony Polaków zapewne ruszą w podróż – na spotkanie z rodziną, z którą długo nie widzieli się podczas „narodowej kwarantanny”. I do kościoła na Mszę, podczas której w świątyni będzie mogło przebywać – według nowelizacji rozporządzenia z 31 marca – do 50 osób. To dużo, kiedy mówimy obecnie o setkach wykrywanych codziennie nowych przypadków zachorowań na COVID-19.

Singapur w Warszawie

Aplikacja ProteGO ma opierać swoje działanie na wykorzystaniu technologii Bluetooth, która ma umożliwić tworzenie swego rodzaju „sieci” pomiędzy użytkownikami smartfonów, na których będzie zainstalowana. Według Ministerstwa Cyfryzacji, ProteGO nie będzie gromadziło danych użytkowników ani zapisywało lokalizacji, w której się znajdowali. Wszelkie dane mają być przechowywane w zaszyfrowanej formie, lokalnie, na smartfonie danego użytkownika – potem zaś usuwane.

Do rozpoczęcia korzystania z ProteGO konieczne jest zarejestrowanie aplikacji w oparciu o numer telefonu oraz aktywowanie Bluetooth w telefonie. Podobne rozwiązanie wdrożył Singapur. Aplikację Trace Together pod kątem mechaniki jej działania opisałam dla serwisu Niebezpiecznik.

„Aby ten system zadziałał potrzeba kilku czynników. Po pierwsze – możliwie największej grupy użytkowników. Po drugie – społecznej solidarności i odpowiedzialności” – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski. – „Im więcej osób będzie z niej korzystało, tym więcej osób – w razie ewentualnego ryzyka – będzie świadoma zagrożenia, podejmie odpowiednie kroki, np. zastosuje kwarantannę. Do solidarności i odpowiedzialności społecznej odwołujemy się w przypadku osób, które dowiedzą się o swojej chorobie. To od ich reakcji zależy, ile innych osób uda się uchronić przez zarażeniem” – dodaje szef Ministerstwa Cyfryzacji.

W ProteGO użytkownik może otrzymywać jeden z trzech statusów w zależności od tego, czy zetknął się z osobą zakażoną koronawirusem. To status zielony (GO!), wskazujący na brak ryzyka zakażenia, status pomarańczowy występujący dwa tygodnie po zainstalowaniu aplikacji, kiedy nie ma ona jeszcze wystarczającej ilości danych by zdeterminować poziom zagrożenia, a także status czerwony – informujący o tym, że użytkownik miał kontakt z osobą zakażoną i powinien w związku z tym zgłosić się do lekarza lub odbyć kwarantannę.

ProteGO ma uniemożliwiać śledzenie użytkowników

Ministerstwo obiecuje, że z aplikacji nie będzie można odczytać numerów telefonu konkretnych użytkowników, ani historii lokalizacji, w których przebywali. Podobnie jak w Singapurze, do komunikacji między urządzeniami ProteGO będzie używać losowych identyfikatorów, które będą zmieniane co godzinę. W komunikacie Ministerstwa pominięto jednak jeden ważny szczegół – nie korzystamy ze swoich numerów telefonów anonimowo, bo wszystkie karty SIM na mocy ustawy antyterrorystycznej z 2016 roku podlegają rejestracji. Nawet te przedpłacone, nie abonamentowe.

W razie zetknięcia – informacje idą do IS

W przypadku, kiedy użytkownik aplikacji ProteGO zetknie się z osobą zakażoną koronawirusem, nie tylko sam w swoim telefonie zobaczy, jak jego status zmienia się na czerwony; informacja o tym zostanie przesłana do Inspekcji Sanitarnej wraz z listą osób, z którymi w ciągu ostatnich dwóch tygodni objęty ryzykiem człowiek miał styczność. „Dzięki temu inspektorzy będą mogli szybciej skontaktować się z osobami, które powinny zostać skierowane do odbycia kwarantanny” – czytamy na stronie resortu.

„Chcielibyśmy, aby docelowo z aplikacji korzystali wszyscy użytkownicy smartfonów w Polsce. Zdajemy sobie sprawę, że aby tak się stało potrzeba czasu i zaufania” – mówi Zagórski. A ja dopowiem – jeśli ich nie będzie, zawsze można arbitralnie ogłosić, iż od teraz korzystanie z aplikacji jest obligatoryjne, dla wszystkich – tak jak to stało się w przypadku aplikacji Kwarantanna Domowa.

Ostatecznie inflacja aplikacji jest dobrą metodą wykazania, że coś się robi – i robi się to skutecznie. Aplikacje wychodzą, zbierają mniej lub bardziej pochlebne recenzje. Walka z epidemią trwa.

Źródło grafiki w nagłówku: materiały Ministerstwa Cyfryzacji