Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Cyfrowa dyplomacja, obecność polityków w mediach społecznościowych, a w szczególności na ulubionym przez światowych liderów i znane osoby publiczne Twitterze, to niewątpliwie fenomen naszych czasów. Analizą tego zjawiska miała być książka „Wł@dza w sieci. Jak nami rządzą social media” autorstwa Łukasza Walewskiego, którą dzięki uprzejmości wydawnictwa WAM patronującego marce wydawniczej Mando otrzymałam do recenzji.

Podzielona na dziewięć części książka w pewien sposób stała się dla mnie zaskoczeniem. Zawiera bardzo bogaty materiał źródłowy – znaczną część jej objętości zajmują zrzuty ekranu stanowiące wydrukowany zapis tweetów publikowanych przez osobistości takie jak prezydent USA Donald Trump czy papież Fraciszek. Niejednokrotnie w pracy cytowane są istotne dla analizy cyfrowej dyplomacji artykuły czy publikacje – ale jest też bardzo wiele aspektów, które w książce tej mogłyby zostać zrealizowane lepiej – nie powierzchownie i nie wyłącznie z użyciem zapisu publicznie dostępnych tweetów, którym towarzyszy opis ich treści – brak jednak analizy.

Czy służby i dyplomacja przestały być nam potrzebne?

„Wł@dza w sieci…” w swoim założeniu miała stanowić zapewne analizę tego, jak obecnie świat cyfrowy wpływa na komunikację w świecie dyplomacji i polityki. Jak zauważa autor w pierwszym zdaniu drugiego rozdziału: „nietrudno zauważyć, że przez ostatnich 35 lat świat zmienił się bardziej niż przez 350”. Niewątpliwie. Nie oznacza to jednak, że rację ma pisząc w tym samym rozdziale: „dawniej trzeba było mieć służbę dyplomatyczną i wywiad, aby sprawdzić, co się dzieje na świecie”. Dawniej – czy należy rozumieć to tak, że dziś służby wywiadowcze i dyplomatyczne stały się niepotrzebne? Walewski nie wyprowadza z tego kierunku myślenia i mówi, że dzięki internetowi „wrota informacji są szeroko otwarte”.

Tymczasem biały wywiad i wywiad elektroniczny (OSINT, SIGINT) to wciąż normalne sposoby działania służb wywiadowczych, które są jak najbardziej niezbędnym elementem działania każdego suwerennego państwa. Dobrym przykładem tego, jak służby mogą korzystać z internetu i środków komunikacji elektronicznej jest sprawa podsłuchiwania światowych przywódców przez amerykańską NSA, którą ujawnił Edward Snowden w 2013 roku. Naprawdę, działania wywiadowcze są dziś niepotrzebne, bo wszystko jest w internecie? Dlaczego w takim razie kilka dni temu zhakowano serwery obsługujące pocztę elektroniczną premiera Grecji i tamtejszego resortu spraw zagranicznych? Dlaczego Iran i Chiny tak często korzystają w celach szpiegowskich z cyberataków, wreszcie – dlaczego istnieje system Pegasus? Dzięki niemu (i usługom hakerów) również realizuje się dziś cele polityczne.

Dezinformacja – temat nieobecny

Bardzo wielkim zdziwieniem był dla mnie fakt, że w książce Łukasza Walewskiego w ogóle nie pojawia się temat dezinformacji. Dezinformacja i szerzej – operacje informacyjne realizowane w internecie – to temat, który po wyborach prezydenckich w USA z 2016 roku wstrząsnął opinią publiczną i wywołał prawdziwą rewolucję w tym, jak postrzegamy wpływ mediów społecznościowych na nasze życie.

Walewski tymczasem napisał „Wł@dzę w sieci…” nie wspominając o tej problematyce. Nie omówił kwestii wykupywania reklam celem promocji kłamliwych i propagandowych przekazów politycznych, ani też wykupywania reklam dla celów politycznych w ogóle. Nie poruszył tematu profilowania użytkowników mediów społecznościowych na potrzeby marketingu politycznego (wróćmy do sprawy Cambridge Analytica!). Wreszcie – ale nie musiał tego robić, bo przecież nie jest specjalistą z dziedziny prywatności – nie zwrócił uwagi na zagrożenia, jakie wiążą się z wykorzystaniem danych osobowych gromadzonych przez partie polityczne niezgodnie z ich przeznaczeniem.

Tylko raz w książce „Wł@dza w sieci…” pojawia się temat trolli internetowych – nie, nie w temacie wpływania na przebieg procesów demokratycznych na zlecenie Kremla, a w kwestii skłonności psychopatycznych, jakie według badań przejawiają użytkownicy internetu z lubością robiący na złość innym.

Donald Trump jak słoń w składzie porcelany

To porównanie prezydenta USA do słonia w składzie porcelany, nie ukrywam, zrobiło na mnie wrażenie. Nie dlatego, że jestem wielką miłośniczką Trumpa – ale ze względu na fenomen, jaki stanowi sposób korzystania przez niego z Twittera.

Autor omawianej tu książki ocenił Trumpa bardzo negatywnie dołączając do chóru krytyków, którzy są bardzo często zaszokowani wpisami prezydenta na Twitterze i uważają, że musi być szalony uprawiając w ten sposób dyplomację i zarządzając państwem (tak, dobrze przeczytaliście!).

Nie wiem, dlaczego – skoro Walewski pisze o dyplomacji zawodowo, nie zwrócił on tu uwagi na fakt, że w przypadku Trumpa komunikacja to wypracowana, spójna strategia pozwalająca mu na osiągnięcie całkowitej informacyjnej dominacji. Z własnego dziennikarskiego doświadczenia wiem, że w oczekiwaniu na tweety Trumpa zamierają całe redakcje, a gdy tylko wpis się pojawi – klawiatury idą w ruch. Trump wychował sobie nas doskonale. I nie, nie jest szaleńcem. Nie jest słoniem w składzie porcelany. Doskonale wie co i jak robi. I niejednokrotnie zdarzało się już, że z pomocą Twittera sterował własną administracją, która pod wpływem jego wpisów musiała zmieniać swoje decyzje.

Gdzieś dzwoni, ale w którym kościele?

Autor książki – dziennikarz ze stażem radiowym, telewizyjnym i internetowym – nie mógłby moim zdaniem, przechodząc do PR-u i chcąc użyć publikacji książkowej jako budulca swojej kariery, zdecydować się na to, aby temat zamknąć książką, która może być jedynie przyczynkiem do rozmowy o dyplomacji cyfrowej. Pomimo niezręcznych sformułowań i czasami budzących zdumienie wniosków, Walewski wybrał ciekawy materiał do badania – jednak go nie przeanalizował, jak już pisałam na początku.

Myślę, że gdyby autor zapowiedział rozwinięcie napisanej przez siebie książki, miałby szansę wyjść z tego niezbyt dobrego wrażenia wywołanego powierzchownością wywodu o cyfrowej dyplomacji, jakie zaprezentował we „Wł@dzy w sieci…”. Ten temat zasługuje na dużo więcej – z obecnie opublikowanej przez Walewskiego książki ekspert nie dowie się niczego nowego, a początkujący fascynat tej dziedziny będzie mógł dowiedzieć się, o ile wzrosła liczba obserwujących profile światowych liderów wylistowane przez autora w książce z aktualną na dzień oddania książki do korekty statystyką.

PS aktualne statystyki dot. dyplomacji cyfrowej zawsze można sprawdzać na koncie Twiplomacy na Twitterze. Mam wrażenie, że autor sporo z tego konta zaczerpnął.

PPS to pierwsza książka na temat cyfrowej dyplomacji jaką czytałam, napisana przez autora którego profile w mediach społecznościowych (tych najpopularniejszych, które są tematem publikacji) nie prezentują jego aktywności zawodowej ani prawdziwego zdjęcia.

// Gosia Fraser Więcej wpisów

Analityczka prywatności i cyberbezpieczeństwa, dziennikarka technologiczna. Interesuje się problematyką przemian społecznych w dziedzinie nowych technologii i psychologią mediów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *