Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

James Barnes odszedł z pracy dla Facebooka wiosną tego roku. Nie jest osobą z pierwszych stron gazet i mało kto wie, że obecnie 31-letni specjalista od reklam pracujący w 2016 roku przy obsłudze komunikatów marketingowych kampanii republikańskiego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa przez jego sztab wyborczy określany był mianem MVP (Most Valuable Player, najbardziej wartościowy gracz). Dziś Barnes wciąż pracuje na styku technologii i polityki – ale po drugiej stronie barykady.

Barnes, który przez całe swoje świadome życie był Republikaninem, frakcję zmienił oficjalnie zapisując się do Demokratów – pisze nowojorski dziennik „Wall Street Journal”.

Były pracownik koncernu Marka Zuckerberga w ostatnich kilku tygodniach chętnie udzielał mediom wywiadów na temat tego, jak pomagał sztabowcom Trumpa wykorzystywać w pełni potencjał narzędzi marketingowych Facebooka do budowania swojej przewagi. Jednocześnie, jak twierdzi Barnes, praca ta odbywała się pod wielką presją zarówno ze strony kolegów w firmie, jak i zespołu sztabu wyborczego obecnego prezydenta.

Jedną z silniej przebijających się tez Barnesa jest jego przekonanie o tym, że choć Facebook pełni wartościową rolę w świecie, to jego wpływ na dyskurs polityczny jest martwiący. W wypowiedziach byłego pracownika Facebooka przewijają się wątpliwości etyczne dotyczące jego wcześniejszej roli w kampanii Trumpa; czy na pewno postąpiłem dobrze? – pyta retorycznie Barnes cytowany przez amerykańskie media.

Rola Facebooka w polityce wciąż rośnie

W 2008 roku sztab wyborczy byłego prezydenta USA Baracka Obamy wykorzystał Facebooka (i szerzej, media społecznościowe) przede wszystkim po to, by dotrzeć do młodych wyborców. Cztery lata później, w kampanii reelekcyjnej, zespół Obamy stworzył aplikację łączącą się z Facebookiem, która według analityków pomogła przekonać niezdecydowanych wyborców w tych stanach, w których szala zwycięstwa nie przechylała się wyraźnie na stronę Obamy.

W 2016 roku cyfrowy marketing polityczny miał już całkowicie inny wymiar. Reklama na Facebooku miała posłużyć działającym na rzecz Kremla trollom z Internet Research Agency do wywarcia wpływu na decyzje wyborców. Promowane przez Rosjan treści nie zachęcały jedynie wprost do głosowania na faworyzowanego przez nich kandydata. Bardzo często sponsorowane posty były ukierunkowane po prostu na podsycanie podziałów w opinii publicznej i związane z tematami takimi, jak szczepionki, czy imigranci bądź religia.

Zmasowana krytyka platformy Zuckerberga, która umożliwiała jeszcze do niedawna bardzo szczegółowe targetowanie odbiorców komunikatów politycznych, doprowadziła koncern do wprowadzenia zmian w sposobie wyznaczania grup docelowych odbiorców reklam politycznych (w ostatnim tygodniu firma zapowiedziała, że podstawowy rozmiar grupy odbiorców zostanie zwiększony ze stu osób do kilku tysięcy. Warto przy tym zauważyć, że sto osób to grupa, która pozwala na bardzo szczegółowe, dokładne ukierunkowanie treści do odbiorców – pozwalające wywierać wpływ nawet na jednostki!).

Kim Pan jest, Panie Barnes?

Według „WSJ” Barnes podczas intensywnej pracy w kampanii wyborczej republikańskiego kandydata wielokrotnie spędzał długie i pracowite dni w San Antonio w Teksasie, gdzie mieściła się główna siedziba kampanijnego sztabu obecnego prezydenta zajmującego się działaniami w sferze cyfrowej. Barnes, Republikanin z przekonania przydzielony do obsługi Trumpa przez swoje szefostwo właśnie na podstawie przekonań politycznych, eksperymentował z przekazywanymi mu przez sztabowców materiałami, takimi jak nagrania wideo czy zdjęcia.

Każda z wielu wersji tworzonych przez Barnesa reklam była kierowana do innej grupy odbiorców.

Grupa docelowa mogła być opisana np. jako mężczyźni w wieku od 18 do 24 lat, którzy podczas korzystania z internetu odwiedzili stronę umożliwiającą przekazywanie datków na kampanię prezydencką Donalda Trumpa i zatrzymali się w trzecim stadium procesu, ale nigdy nie sfinalizowali transakcji

Te wersje reklam, które były najskuteczniejsze, były wykorzystywane wielokrotnie i zwiększano na nie budżet.

Dziennik przytacza wypowiedź jednego ze sztabowców Trumpa, który twierdzi, że zespół kontaktował się z Barnesem w pierwszej kolejności, gdy pojawiały się problemy z realizacją działań. Jednocześnie sztab Republikanina nie wahał się składać do Facebooka zażaleń, gdy coś nie działało tak, jak trzeba.

Tymczasem, sztab Demokratów według „WSJ” ani nie przeznaczał na reklamę na Facebooku tak wielkich środków, jak Republikanie, ani też nie traktował bitwy w mediach społecznościowych tak poważnie. Komitet wyborczy Hillary Clinton nie współpracował blisko z pracownikami Facebooka, „nie chcąc dawać im okazji do sprzedaży większej liczby reklam”.

Sam koncern natomiast w ubiegłym roku zadeklarował, że jego pracownicy nie byli zatrudnieni w ramach żadnego z rywalizujących ze sobą kampanijnych zespołów obojga rywalizujących kandydatów. Miał natomiast pomagać obu stronom w „identyczny sposób”.

Zwykłem opisywać swoją pracę jako obronę Trumpa przed Facebookiem i Facebooka przed Trumpem - twierdzi dziś Barnes

Jak twierdzi były pracownik Facebooka, osoby zatrudnione w firmie Marka Zuckerberga wielokrotnie zadawały w tamtym czasie pytania o rolę koncernu w polityce i dopytywały, dlaczego ich pracodawca zaoferował usługi wsparcia kampanijnego dla Trumpa.

Sztabowcy z kolei wielokrotnie mieli grozić, że jeśli zespół Facebooka oddelegowany do współpracy z nimi nie rozwiąże palących problemów, udadzą się ze swoimi rewelacjami do mediów.

Uwolnić się od wyrzutów sumienia?

Po skorzystaniu z przysługującego każdemu, kto przepracował dla Facebooka pięć lat 30-dniowego urlopu w pierwszej połowie tego roku Barnes zadecydował, że pora rozstać się z pracodawcą, który od dłuższego czasu wzbudzał w nim wątpliwości natury moralno-etycznej względem wcześniejszego zakresu obowiązków. W prywatnym wpisie, który mężczyzna zamieścił na swoim profilu w serwisie Zuckerberga 5 sierpnia ocenił, że hasło „Make America Great Again” Trumpa tak naprawdę dotyczyło rozbudzenia najgłębiej skrywanego, najmroczniejszego ducha białego nacjonalizmu.

Obecnie Barnes współpracuje z organizacją Acronym, której głównym celem jest takie prowadzenie działań marketingowych w internecie, aby skutecznie przyczyniły się one do wysadzenia z siodła obecnego prezydenta USA w zbliżających się, zaplanowanych na przyszły rok kolejnych wyborach.

// Gosia Fraser Więcej wpisów

Analityczka prywatności i cyberbezpieczeństwa, dziennikarka technologiczna. Interesuje się problematyką przemian społecznych w dziedzinie nowych technologii i psychologią mediów.

Jedna odpowiedź do “Jak człowiek Facebooka, który wspierał Trumpa, przeszedł na drugą stronę mocy”

  1. […] mediaphilia.pl, 25 listopada 2019 r. James Barnes odszedł z pracy dla Facebooka wiosną tego roku. Nie jest osobą z pierwszych stron gazet i mało kto wie, że obecnie 31-letni specjalista od reklam pracujący w 2016 roku przy obsłudze komunikatów marketingowych kampanii republikańskiego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa przez jego sztab wyborczy określany był mianem MVP (Most Valuable Player, najbardziej wartościowy gracz). Dziś Barnes wciąż pracuje na styku technologii i polityki – ale po drugiej stronie barykady. Barnes, który przez całe swoje świadome życie był Republikaninem, frakcję zmienił oficjalnie zapisując się do Demokratów – pisze nowojorski dziennik „Wall Street Journal”. Były pracownik koncernu Marka Zuckerberga w ostatnich kilku tygodniach chętnie udzielał mediom wywiadów na temat tego, jak pomagał sztabowcom Trumpa wykorzystywać w pełni potencjał narzędzi marketingowych Facebooka do budowania swojej przewagi. Jednocześnie, jak twierdzi Barnes, praca ta odbywała się pod wielką presją zarówno ze strony kolegów w firmie, jak i zespołu sztabu wyborczego obecnego prezydenta. Czytaj więcej… […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *