Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Do jak rozbudowanego nadzoru nad tym, co robi pracownik, ma prawo jego pracodawca? W Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie coraz powszechniejsze stają się narzędzia nadzoru elektronicznego, które mają sprawować pieczę nad tym, aby pracownicy korporacyjni spędzali swój czas w firmie jak najbardziej produktywnie. Wiele z nich to – na europejskie standardy – bardzo drastyczna ingerencja w prywatność jednostki. Pracownicy zaś powoli zaczynają się buntować.

Według danych Gartnera, w 2018 roku ponad 50 proc. ankietowanych dużych korporacji wykorzystywało tzw. niekonwencjonalne metody monitorowania produktywności pracowników. To o 20 proc. więcej, niż w roku 2015. Autorzy analizy oceniają, że w przyszłym roku z różnych sposobów na kontrolę wydajności pracowników będzie korzystało już 80 proc. firm z tego segmentu.

Czym są niekonwencjonalne metody monitorowania wydajności? To na przykład nadzór elektroniczny, obejmujący m.in. analizę treści wysyłanych SMS-ów i wiadomości e-mail, gromadzenie danych biometrycznych i wykorzystywanie ich do analizy tego, w jaki sposób pracownik podejmuje interakcje ze swoim stanowiskiem pracy, a także kontrola rejestru spotkań poszczególnych osób.

Z badań Gartnera za 2018 rok wynika, że 22 proc. korporacji na całym świecie wykorzystuje do kontroli wydajności pracy swoich pracowników dane na temat ich przemieszczania się. 17 proc. firm analizuje sposób, w jaki pracownicy korzystają z komputera, a 16 proc. – informacje o tym, jak pracownicy korzystają z programu Outlook w pakiecie Microsoftu oraz wbudowanego weń kalendarza.

Ultradźwiękowa bransoletka Amazona

W ubiegłym roku koncern Jeffa Bezosa zgłosił wniosek patentowy, w którym zawarto dokumentację ultradźwiękowej bransoletki służącej do monitorowania wydajności pracy osób zatrudnionych w magazynach i centrach logistycznych firmy. Mocowana na nadgarstku opaska miałaby rejestrować trasy, po których przemieszcza się nosząca ją osoba, a także zapisywać dane o interakcjach pracownika z kontenerami na przesyłki. Jednocześnie Amazon od samego początku zarzekał się, że nie planuje wprowadzać tego rozwiązania „w najbliższym czasie” do użycia w swoich placówkach, a jedynie bada jego możliwości.

Identyfikatory firmowe pełne sensorów

Prawie każdy pracownik wielkiej korporacji w swoim stałym wyposażeniu firmowym ma identyfikator ze zdjęciem, który przypina się do klapy marynarki, czy też do brzegu koszulki. Startup Humanyze z Bostonu produkuje popularne „badge” uzupełniając je o sensory RFID umożliwiające lokalizację pracownika w oparciu o odczyt częstotliwości fal radiowych, akcelerometr, moduł Bluetooth oraz mikrofon.

Urządzenie – bo już nie plakietka identyfikacyjna – jest grubsze od tradycyjnego „badge’a” jedynie o kilka milimetrów. Umożliwia – oprócz lokalizowania każdego pracownika – nagrywanie jego głosu, a także obserwację tego, jak często rozmawia z kimś twarzą w twarz oraz ile razy dziennie wstaje od biurka.

Na co musi zgodzić się pracownik?

W praktyce to, do czego firma zobowiązuje pracownika, w wielu krajach regulowane jest przez kwestię podpisywanych przez niego umów. W Polsce przyzwyczailiśmy się do rozbudowanych klauzul, które zabraniają m.in. pracy dla konkurencyjnych podmiotów przed upływem określonego czasu po odejściu z danej firmy, czy wypowiedzi na tematy branżowe podczas pełnienia funkcji na określonym stanowisku. Zapisy zawarte w umowach – takie jak te dotyczące konkurencji, ale i monitorowania zachowań pracownika podczas przebywania w miejscu pracy – to rzecz, która potrafi bardzo zaskoczyć, przeważnie już w końcowym etapie rekrutacji. Praktycznie rzecz biorąc pracownik nie ma możliwości przeciwstawienia się takim zapisom – bardzo często brak zgody oznacza po prostu rezygnację z podjęcia zatrudnienia. W tym sensie rynek pracy nie należy do pracowników, a wciąż jest terytorium, na którym warunki dyktuje jedynie pracodawca.

Świadomość wśród pracowników systematycznie wzrasta

Badania prowadzone przez firmę Accenture wykazały, że 64 proc. pracowników martwi się procederem gromadzenia danych na ich temat przez pracodawcę. Powodem są przede wszystkim skandale związane ze złymi praktykami względem ochrony danych i prywatności, które w ubiegłym roku odbiły się szerokim echem w mediach na całym świecie, takie jak m.in. afera Cambridge Analytica i Facebooka.

Istotną kwestią poruszaną przez pracowników, którzy obawiają się o swoją prywatność, jest bezpieczeństwo przechowywania danych gromadzonych przez pracodawcę. Jeszcze większe znaczenie jednak ma przejrzystość w działaniach, jakie firmy prowadzą w oparciu o dane pracowników. Kwestia inwazji w prywatność osób pracujących w wielkich firmach zyskuje na znaczeniu – zwiększa się bowiem wartość, jaką dane wnoszą do korporacji. Według Accenture, dzięki informacjom zgromadzonym od pracowników przychody organizacji mogą rosnąć nawet o 6,4 proc. w skali roku. To nie uzasadnia jednak nieetycznego podejścia do przetwarzania i zbierania danych, a także niskiej kultury pracy w firmach, które decydują się na takie rozwiązania.

// Gosia Fraser Więcej wpisów

Analityczka prywatności i cyberbezpieczeństwa, dziennikarka technologiczna. Interesuje się problematyką przemian społecznych w dziedzinie nowych technologii i psychologią mediów.

Jedna odpowiedź do “W służbie produktywności. Jak korporacje śledzą swoich pracowników”

  1. Java pisze:

    Google i Microsoft to najgorsze potwory współpracujące z wojskiem i bankierami. Nigdy nie chciałbym tam pracować za żadne pieniądze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *