Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Natychmiastowa, dostępna na wyciągnięcie ręki dzięki smartfonom komunikacja przez internet miała być wynalazkiem, który zbliży do siebie ludzi i przyniesie tym samym niesamowicie wiele dobra. Komunikatory takie jak Skype, Messenger czy WhatsApp miały rozwiązać problemy rozłąki i drogich połączeń międzynarodowych, a także znieść wszelkie ograniczenia, jakie do tej pory stwarzał tradycyjny telefon i SMS-y. Tymczasem, wiadomości przesyłane przez popularne aplikacje dla wielu z nas stały się niemalże udręką.

Presja powiadomień

Wielu użytkowników mediów społecznościowych i komunikatorów internetowych twierdzi, że nie radzi sobie z koniecznością prawie natychmiastowego sięgnięcia po smartfona, jeśli usłyszy dźwięk powiadomienia informującego o nadejściu nowej wiadomości e-mail bądź komunikatu na Messengerze czy w innej tego rodzaju aplikacji.

Wszystkiemu winna jest dopamina, która – jakkolwiek jest substancją niezbędną dla działania wielu naszych funkcji życiowych – jest również odpowiedzialna za nasze uzależnienie od mediów społecznościowych i nowych form instant-komunikacji.

W mózgu człowieka dopamina odpowiedzialna jest za zarządzanie przyjemnością i jest dokładnie tym czynnikiem, który powoduje, że nieustannie przyjemności poszukujemy. Jest to także substancja, która powoduje, iż jesteśmy ciekawi świata i chętnie zdobywamy nowe informacje. Na przykład takie, jak treść nieodczytanego maila, który dopiero co przyszedł bądź czatu, którego ikonka nieoczekiwanie pojawiła się na ekranie telefonu.

To, co stymuluje wyrzuty uzależniającej silniej niż opioidy dopaminy do mózgu, to jednak nieprzewidywalność zdarzeń – nie wiemy, kiedy nadejdzie kolejna wiadomość. Czekamy na nią w napięciu, a kiedy już usłyszymy powiadomienie, najczęściej nie możemy się powstrzymać.

„Dostarczono”, czyli zróbmy sobie jakąś krzywdę

Komunikatory internetowe zaprojektowane są tak, byśmy korzystali z nich jak najczęściej i jak najdłużej. Tylko wówczas warunek „pętli dopaminowej”, czyli stymulowanego i ciągłego działania tej substancji w naszym organizmie może być spełniony.

Budowa popularnych aplikacji takich jak Messenger, WhatsApp czy Telegram przyzwyczaiła nas do tego, że nadawca komunikatu oczekuje natychmiastowej odpowiedzi – w końcu telefon, na którym zainstalowany jest program, znajduje się w naszej kieszeni, a internet mobilny jest dziś dla zdecydowanej większości oczywistością – dlaczego zatem nie mielibyśmy odpisać mu zaraz po otrzymaniu wiadomości…?

Aplikacje do rozmów przez internet wytworzyły swoistą kulturę nacisku na natychmiastową komunikację i bezwarunkową dostępność w sieci. Komunikatory wtłoczyły nas w ramy myślenia, iż niezależnie od tego, czy jest piątek wieczór czy niedziela rano, osoba, do której napiszemy, powinna nam odpowiedzieć – kto dzisiaj bowiem rozstaje się z telefonem komórkowym? W egzekwowaniu posłuszeństwa pomagają informacje o dostarczeniu i odczytaniu wiadomości przez odbiorcę.

„Odczytano” – jak straciliśmy kontrolę nad swoją komunikacją

SMS-y oraz e-maile, które jeszcze dekadę temu dominowały w komunikacji elektronicznej wraz z komunikatorami takimi jak Gadu Gadu, Tlen czy AQQ pozwalały – w porównaniu z dzisiejszymi aplikacjami do rozmów przez sieć – na chwilę zatrzymania się przed udzieleniem odpowiedzi nadawcy wiadomości. Dawne komunikatory informowały o dostępności użytkowników, można było jednak „ukryć się” przed wzrokiem potencjalnie natrętnych rozmówców z użyciem specjalnej funkcji „niewidocznego” statusu.

Messenger, WhatsApp i Instagram, ale również Telegram czy Signal to dziś programy, które pozwalają innym osobom na dokładne śledzenie tego, czy i kiedy odczytaliśmy nadaną przez nie wiadomość. Swoista „etykieta”, czy też nowe pojęcie „grzeczności” nakazuje, aby odpowiedzieć zaraz po otrzymaniu i odczytaniu wiadomości, kiedy informacja o tym fakcie została automatycznie wysłana przez aplikację do nadawcy. Nadawca tym samym zyskuje kontrolę nad naszym czasem – może w każdej chwili zarzucić nam brak wychowania, tudzież zwykłą ignorancję, jeśli zdecydujemy się opóźnić odpowiedź i nie ulegać presji komunikatu „odczytano”. Informacje o tym, czy odczytaliśmy przysłane nam wiadomości, pozwalają nadawcy komunikatów zmusić nas do działania na jego warunkach.

Współczesne faux pas i meandry wolności (od przymusu komunikacji)

Oskarżenia o celowe ignorowanie wiadomości w komunikatorach internetowych to obecnie zjawisko, z którym spotkał się niemal każdy z nas. Aplikacje do „komunikacji instant” wykorzystujemy dziś nie tylko w życiu prywatnym, ale również w pracy zawodowej, która nie zawsze ma regularny i uporządkowany charakter pozwalający na komunikację wyłącznie z użyciem służbowego maila, którego nie sprawdza się po godzinach w biurze. E-mail jednak nigdy nie był medium zaprojektowanym dla potrzeb natychmiastowej komunikacji. Miał być po prostu skuteczny.

Czy należy ulegać presji współużytkowników, którzy uważają, że mają pełne prawo pisać o każdej godzinie, w każdy dzień i oczekiwać odpowiedzi?

Zdecydowanie nie. Messenger, który wciąż bije rekordy popularności jeśli chodzi o komunikatory, nie pozwala wyłączyć funkcji informowania nadawcy wiadomości o jej odczytaniu. Podobnie Instagram. Facebook, który jest właścicielem obu tych aplikacji uzasadnia to „żywotną koniecznością informowania nadawców, że ich wiadomości zostały przeczytane”. Powinien z tego jak najszybciej zrezygnować – bo to nie tylko idem per idem, ale też ogromna inwazja w prawo do prywatności użytkowników. Tym razem nie ze strony reklamodawców, ale osób, które mamy w gronie znajomych.

Komunikatory oraz wszechobecna presja natychmiastowych odpowiedzi mogą być tym czynnikiem, który sprawi, że równowaga między życiem zawodowym a czasem wolnym w naszym życiu zaniknie – i przede wszystkim właśnie dlatego warto zachować asertywność w odpisywaniu na otrzymane wiadomości i robić to na swoich warunkach.

Wyłączyć powiadomienia. Kontakty zawodowe przekierować na e-mail, telefon – i podkreślić, że mamy prawo do prywatności, które zamierzamy skutecznie egzekwować, korzystając z całkiem niecyfrowej cechy, jaką jest asertywność – użyteczna tak sto lat temu, jak i obecnie.

// Gosia Fraser Więcej wpisów

Analityczka prywatności i cyberbezpieczeństwa, dziennikarka technologiczna. Interesuje się problematyką przemian społecznych w dziedzinie nowych technologii i psychologią mediów.

Jedna odpowiedź do “„Odczytano”. Jak zepsuliśmy przyjemność z rozmów przez internet”

  1. kakadu pisze:

    Signal oferuje możliwość wyłączenia potwierdzenia dostarczenia i odczytania wiadomości tak swoją drogą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *