Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Z czym kojarzą się najczęściej influencerzy (osoby wpływowe w mediach społecznościowych)? Ze sponsorowanymi treściami na Instagramie (rzadziej na innych platformach) i blogu, z wybuchającymi od czasu do czasu w internecie skandalami z ich udziałem, a także z coraz powszechniejszym zjawiskiem oversharingu, czyli dzielenia się ze swoimi odbiorcami absolutnie każdym, najdrobniejszym szczegółem życia. Historia opisana przez „The Atlantic” pokazuje, że dziś – skoro można sprzedać informacje o tym, co zjadło się na śniadanie – równie dobrze można też sprzedać własne zaręczyny.

Spontaniczne, choć w pełni wyreżyserowane

Historia Marissy Casey Fuchs i jej partnera – Gabriela Grossmana – to dwie doby szalonej podróży między popularnymi wśród turystów miastami w USA i Europie, podczas których para bawiła się w modnych hotelach, restauracjach, a Marissa wzbogaciła się o dwa złote naszyjniki z diamentami od prestiżowej marki jubilerskiej. Grossman postanowił podczas podróży poprosić swoją wybrankę o rękę, a każdy moment z wyjazdu był przez parę transmitowany na Instagramie.

Brzmi jak jedna z medialnych ekstrawagancji, do których przyzwyczailiśmy się obserwując środowisko internetowych (i nie tylko) celebrytów, prawda? Problem w tym, że zaręczyny – o których kulturowo zwykliśmy myśleć w kategoriach zaskoczenia i romantycznej chwili tylko we dwoje – wraz z podróżą, która stanowiła dla nich oprawę, to w pełni wyreżyserowana i umówiona na wiele miesięcy wcześniej z zainteresowanymi markami inicjatywa marketingowa internetowych twórców.

Oficjalny hasztag i doniesienia tabloidów oraz gotowy pitch deck dla firm

Podróż pary była obficie relacjonowana przez prasę tabloidową, taką jak np. „Daily Mail”, „People” czy „Elite Daily”. Relacjom na Instagramie oraz zamieszczanym przez narzeczonych zdjęciom towarzyszył oficjalny hasztag, który powstał specjalnie na tę okoliczność – #LOVEAMBITIONIST.

Cały program swoich zaręczyn para zawarła w przygotowanym wcześniej pitch decku, który trafił na wiele miesięcy przed wydarzeniem do potencjalnych jego sponsorów – agencji marketingowych i marek, które współgrały z profilem Marissy, działającej w internecie jako blogerka modowa (około 140 tys. fanów na Instagramie).

Nieustanne transmisje wideo oraz zamieszczane przez nią zdjęcia w ciągu 48 godzin zaręczynowej podróży przyniosły Marissie dodatkowe 20 tys. obserwujących. W ofercie przesłanej do marek nie zabrakło informacji o tym, jak para się poznała (około 10 roku życia), kim jest autorka bloga (oraz jakie ma wymiary), a także jakie szczegółowo działania w mediach społecznościowych planuje ze swoim partnerem w ciągu dwudniowej podróży.

Influencerka odpiera zarzuty o reżyserowanie zaręczyn

Krótko po zakończeniu podróży narzeczonych w internecie zaczęły rozchodzić się plotki, że spektakularne zaręczyny to w istocie szczegółowo zaplanowane i zrealizowane z największą pieczołowitością przedstawienie teatralne. Do sieci wyciekł również pitch deck. W rezultacie, jak pisze „The Atlantic”, przyjaciółka Marissy przejęła jej telefon i napisała, że wszystkie zarzuty stawiane blogerce są nieprawdziwe oraz dała do zrozumienia, że niepochlebne komentarze internautów negatywnie odbijają się na psychice świeżo upieczonej kandydatki na żonę.

Według przyjaciółki Marissy pitch deck, który wyciekł do internetu to w istocie tylko plan logistyczny, przygotowany wcześniej przez Grossmana i kilku przyjaciół pary. Eksperci od marketingu cytowani przez amerykański magazyn nie mają jednak wątpliwości – to profesjonalna, przygotowana z najwyższą dbałością o detale prezentacja biznesowa.

Gabriel Grossman, partner Marissy, ustosunkowując się do stawianych parze zarzutów poinformował, że sama blogerka nie wiedziała o planowanych przez niego działaniach, a do przygotowania pitch decka posłużył się on pomocą ze strony menedżera marketingu współpracującego wcześniej z markami takimi, jak Michael Kors i firmy, z którymi Marissa miała już w przeszłości relacje biznesowe.

Na Instagramie wszystko jest na sprzedaż

Kultura influencerów od kilku lat wprawia w zdumienie jej obserwatorów. Przywykliśmy do tego, że celebryci znani z pierwszych stron gazet i zdobywających wysoką oglądalność reality shows sprzedają swoją prywatność nawet w chwilach takich, jak narodziny dziecka, czy śmierć kogoś bliskiego (bo szeroko komentowane w mediach śluby, zaręczyny czy rozstania to od wielu lat dzięki prasie tabloidowej norma).

Instagram, medium całkowicie skoncentrowane na wizualiach, przesunął granice świadomej ekspozycji prywatnego życia na widok publiczny dalej, niż miało to miejsce kiedykolwiek wcześniej. Warto jednak zapytać – czy „markowe zaręczyny”, „markowy ślub” to plan, którego realizację w przyszłości będziemy dobrze wspominali? Czy momenty, które – jak powszechnie się przyjęło – powinny być w naszym życiu czymś wyjątkowym, mają cenę mierzalną w liczbie polubień na Instagramie, czy też nowych fanów obserwujących nasze konto?

// Gosia Fraser Więcej wpisów

Analityczka prywatności i cyberbezpieczeństwa, dziennikarka technologiczna. Interesuje się problematyką przemian społecznych w dziedzinie nowych technologii i psychologią mediów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *