Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Zarówno ubiegły 2018 rok jak i pierwszy kwartał roku 2019 to dla Facebooka czas, kiedy afera goni aferę, a kłopotom firmy w związku z „niedopatrzeniami” względem praktyk ochrony prywatności użytkowników nie ma końca. Facebook przeprasza ustami swojego prezesa Marka Zuckerberga, za każdym razem tłumacząc, że popełnił błąd. Za każdym razem również obiecuje poprawę. Na ile realne to deklaracje i jak bardzo poważnie możemy je traktować?

Krótko po ujawnieniu afery Cambridge Analytica, kiedy to okazało się, że kontrowersyjna firma analityczna z Wielkiej Brytanii w nieuprawniony sposób uzyskała dostęp do danych 87 mln użytkowników Facebooka i wykorzystała je m.in. do celów marketingu politycznego, koncern deklarował chęć poprawy i poważnego potraktowania ochrony danych swojej liczącej ponad 2 mld osób społeczności.

Podczas odbywającej się w maju 2018 roku dorocznej konferencji dla deweloperów F8 zapowiedziano, że użytkownicy „wkrótce” będą mogli skorzystać z narzędzia umożliwiającego wykasowanie danych o historii przeglądanych stron internetowych będących w posiadaniu Facebooka. Narzędzie nigdy nie ujrzało światła dziennego. Dziennikarze serwisu BuzzFeed twierdzą, że decyzja o zapowiedzi tego produktu była jedynie ruchem mającym poprawić mocno nadszarpnięty wówczas wizerunek pokrytego teflonem społecznościowego giganta.

W Facebooku każda akcja rodzi reakcję

W 2010 roku na łamach dziennika „Washington Post” Mark Zuckerberg, którego wówczas było trzeba jeszcze przedstawiać światu wyjaśniającą linijką na końcu artykułu jego autorstwa, stwierdził iż zagwarantowanie satysfakcji tak dużej liczbie użytkowników (wówczas społeczność tej sieci społecznościowej można było szacować na około 400 mln osób – red.) to wyzwanie, dlatego działamy szybko oferując społeczności nowe możliwości nawiązywania kontaktu z Siecią społecznościową i sobą nawzajem. Czasami działamy zbyt szybko i tak jak po wysłuchaniu niedawnych wątpliwości, reagujemy.

O czym pisał szef Facebooka?

O ujawnionej przez inny amerykański dziennik – „Wall Street Journal” luce w systemie ochrony danych użytkowników, która pozwalała reklamodawcom na deanonimizację danych osób korzystających z platformy – i prawdopodobnie podejrzenie wielu informacji na ich temat. Facebook oświadczył wówczas, że indywidualne numery przypisane do użytkowników serwisu nie są jego zdaniem informacjami pozwalającymi na identyfikację konkretnych osób.

Wnioski? „Liberalny” stosunek Facebooka do prywatności osób korzystających z obecnie największej na świecie sieci społecznościowej to żadna nowość. To wręcz tradycja.

BuzzFeed donosi, że po wybuchu skandalu z Cambridge Analytica wszelkie wysiłki osób odpowiedzialnych za komunikację koncernu zostały przerzucone z tematów dezinformacji i fałszywych wiadomości na ochronę prywatności i kwestie przetwarzania danych. Facebook zdecydował się nawet wysłać swoich przedstawicieli na ulice Nowego Jorku, by odpowiadali na pytania przechodniów dotyczące tych zagadnień w specjalnym „kiosku prywatności”.

Reputacja ma znaczenie, a użytkownicy – krótką pamięć

Jednym z kluczowych elementów strategii koncernu Marka Zuckerberga od wielu lat jest bycie niezbędnym elementem życia osób korzystających z Facebooka. Wielu z nas słyszało o studiach na uczelniach wyższych, których ukończenie dziś zdaje się niemożliwe bez obecności w grupach na Facebooku zrzeszających studentów – to tam ma miejsce wymiana informacjami o egzaminach, zastępstwach, materiałach edukacyjnych, czy ogłoszeniach uczelnianej administracji.

Facebook umożliwia wygodne logowanie się do wielu usług z użyciem jednego, niebieskiego przycisku – dla wielu to wyjście bardziej atrakcyjne, niż każdorazowe wpisywanie samodzielnie wymyślonego loginu i hasła.

Na Facebooku przechowujemy zdjęcia, chwalimy się osiągnięciami zawodowymi, a od niedawna – poszukujemy pracy i sprzedajemy niepotrzebne nam przedmioty.

Facebook jest właścicielem bijącego rekordy popularności na całym świecie Instagrama i WhatsAppa, który wciąż postrzegany jest jako „bezpieczny komunikator dla mas”. O Messengerze, który kilka lat temu został wydzielony przez Facebooka z podstawowej aplikacji koncernu, wspominać już naprawdę nie trzeba.

Wydaje się, że od Facebooka nie ma ucieczki.

Dane na nasz temat są gromadzone przez niego nawet wówczas, gdy nie mamy tam konta – dzięki wtyczkom społecznościowym, które można dziś znaleźć na niemal każdej stronie w internecie. Na naszych wirtualnych łamach też.

O wyciekach danych z Facebooka słyszała z pewnością spora grupa osób, które z niego korzystają – jeśli nie o sprawie przechowywania haseł do Instagrama w formie prostego tekstu dostępnego dla pracowników koncernu, to o wzmiankowanej wcześniej aferze Cambridge Analytica czy kwestii proszenia nowych użytkowników o hasła dostępu do poczty elektronicznej.

Facebook ma przez to fatalną reputację i zdaje sobie z tego sprawę. I właśnie dlatego tak usilnie komunikuje nam wysiłki na rzecz poprawy bezpieczeństwa na platformie, walki z dezinformacją i treściami ekstremistycznymi, a także proponuje nowy kierunek rozwoju – w stronę prywatnej komunikacji.

Mimo wszystkich problemów firmy Zuckerberga, liczba użytkowników jej usług rośnie – na koniec pierwszego kwartału tego roku to 2,7 mld osób na świecie. To, czy korzystamy z „klasycznej” aplikacji, czy też z jednego z komunikatorów – nie ma znaczenia. Facebook i tak ma nasze dane, a my – krótką pamięć, bo w większości przypadków przedkładamy wygodę nad możliwe konsekwencje administrowania informacjami na nasz temat przez społecznościowego giganta. Właśnie dlatego akcje w rodzaju #DeleteFacebook ostatecznie przechodzą bez echa, a alternatywy dla Facebooka nigdy nie zyskują zbyt wielkiej atencji.

Ofensywa wizerunkowa Facebooka

Koncern poinformował w środę wieczorem, że po pierwszym kwartale tego roku jego przychody wzrosły rok do roku o 26 proc. i uplasowały się na poziomie 15,08 mld dolarów.

W tym samym dniu Mark Zuckerberg udostępnił internautom swój pierwszy podcast, w którym opowiada o postępach w realizacji swoich postanowień noworocznych i kreśli wizję nowych innowacji w działalności Facebooka m.in. w zakresie współpracy z wydawcami medialnymi.

Wcześniej w tym tygodniu media informowały natomiast, że do pracy na rzecz Facebooka dołączają dwa znane nazwiska – była prawniczka amerykańskiego Departamentu Stanu Jennifer Newstead pracująca wcześniej przy wdrażaniu tzw. Patriot Act i John Pinette, który odpowiedzialny był m.in. za strategię promocji marki osobistej Billa Gatesa.

Zapowiedź rezygnacji z modelu biznesowego Facebooka, który opiera się na sprzedaży reklamy kierowanej do odbiorców na podstawie profili skonstruowanych w oparciu o ich dane (niekiedy bardzo wrażliwe i udostępniane bez ich wiedzy stronom trzecim) nie pojawiła się i błędem byłoby spodziewać się, że kiedykolwiek jej doczekamy.

 

Zdjęcie w nagłówku: Thought Catalog

// Gosia Fraser Więcej wpisów

Analityczka prywatności i cyberbezpieczeństwa, dziennikarka technologiczna. Interesuje się problematyką przemian społecznych w dziedzinie nowych technologii i psychologią mediów.

2 odpowiedzi na “Czy deklaracje Facebooka dotyczące ochrony prywatności można traktować poważnie?”

  1. Ornaled pisze:

    „Facebook i tak ma nasze dane, a my – krótką pamięć, bo w większości przypadków przedkładamy wygodę nad możliwe konsekwencje administrowania informacjami na nasz temat przez społecznościowego giganta.” – to jest chyba najsmutniejsze w tym wszystkim. Pamiętam jak po skandalu z CA ktoś wrzucał wykres aktywnych użytkowników w dniu następnym. Było ich cira 2mln. Hasztag #deletefacebook jest bardzo fajny, ale trzeba zrobić ten pierwszy krok nie oglądając się na znajomych. Bez tego, tak jak napisałaś, wszelkie alternatywy pozostaną niszą.
    Z drugiej strony większość osób, z którymi rozmawiam i staram się (w miarę moich skromnych możliwości) edukować w kwestii prywatności ma to w tak głębokim poważaniu, że może niech sobie siedzą na Fejsbuku?

    • Gosia Fraser pisze:

      Myślę, że często czynnikiem ważniejszym niż znajomi jest klasyczne FOMO – ludzie boją się, że kiedy wykasują Facebooka, to nagle wszystko zacznie ich omijać. Statystycznie coraz mniej osób traktuje FB jako swoje podstawowe źródło informacji, ale nadal to całkiem spory odsetek – a ja sama obserwuję to choćby jadąc tramwajem i zaglądając niektórym pasażerom przez ramię (z reguły jadę na stojąco ;))

      Uważam też, że mimo wszystko – chociaż mogę podpisać się obiema rękami pod Twoimi słowami na temat edukacji – ma ona sens i trzeba działać dalej. Zwłaszcza w Polsce – mamy społecznie dużo mniejszą wrażliwość na tę tematykę, niż w innych krajach.

      Dziękuję za komentarz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *