Jedyny w Polsce serwis o internecie, prywatności i mediach społecznościowych pisany z perspektywy technologicznej, humanistycznej i społecznej

Dwóch profesorów prawa przeanalizowało warunki korzystania 500 najpopularniejszych amerykańskich stron internetowych, w tym Google’a i Facebooka, i stwierdziło, że ponad 99 proc. z nich było “nieczytelnych” dla odbiorców. Tymczasem, konieczność akceptacji regulaminu czy warunków korzystania z usług towarzyszy nam w coraz większej liczbie miejsc w sieci.

Badanie

Jak wynika z badania opublikowanego w SSRN (Social Science Research Network), średni poziom czytelności umów analizowanych przez naukowców był porównywalny z artykułami zamieszczonymi w czasopismach naukowych.

Podczas gdy od konsumentów oczekuje się, że przeczytają swoje umowy, od przedsiębiorców nie wymaga się spisania czytelnych umów. Ta asymetria – i potencjalne konsekwencje wynikające z niej – zaskoczyły naspodkreślił współautor badania Schmuel Becher, profesor prawa na Uniwersytecie Wiktorii w Wellington.

Testy czytelności

Uri Benoliel i Shmuel I. Becher z College of Law and Business w Ramat Gan (Izrael), wybrali 500 najpopularniejszych amerykańskich stron internetowych, które posiadały ogólne warunki korzystania z serwisu i zastosowali wobec nich dwa powszechnie stosowane testy czytelności.

Jednym z nich jest test łatwości czytania Flescha (Flesch Reading Ease – FRE), w którym tekst jest oceniany w skali 100-punktowej. Im niższa jest ocena, tym tekst jest trudniejszy do zrozumienia. Test opiera się na założeniu, że krótkie słowa i zdania są łatwiejsze do zrozumienia dla przeciętnego czytelnika.

Drugim testem jest tzw. miernik szkolny Flescha-Kincaida (Flesch–Kincaid grade level – F-K), który wykorzystuje prosty wzór matematyczny do oceny tekstu według poziomu ucznia amerykańskiej szkoły podstawowej. Dla przykładu ocena 8,0 oznacza, że dany tekst może być zrozumiany przez ósmoklasistę.

Większość badań dotyczących czytelności tekstów sugeruje, że teksty skierowane do konsumentów powinny mieć ocenę od 7,0 do 8,0 (w przypadku testu F-K) lub mieć wynik wyższy niż 60 (indeks FRE).

Według ustaleń Bechera i Benoliela zaledwie dwie strony internetowe spełniały powyższe warunki, podczas gdy pozostałe 498 serwisy internetowe miały wynik poniżej 60 i do pełnego zrozumienia tekstu wymagały od osoby około 14 lat kompletnej edukacji.

Alternatywny regulamin

Tylko 4,8 proc. analizowanych stron, w tym m.in. serwis Tumblr, posiada bardziej przystępne (czytaj: prostsze) wersje swoich ogólnych warunków korzystania z usługi obok typowych, czysto prawnych dokumentów napisanych hermetycznym językiem. Jakkolwiek może się to wydawać ukłonem w stronę użytkowników, stawiając firmę w pozytywnym świetle, dla Bachera i Benoliela takie zachowanie budzi pewne wątpliwości.

Jakie części tego tekstu będą prawnie wiążące? Czy w przypadku sporu, sądy powinny wybierać, przedkładać treść jednego dokumentu nad innym?zastanawiają się naukowcy.

EULA? Nie czytamy ich wcale!

Jeśli kiedykolwiek kliknęliście “zgadzam się” lub “akceptuję” na ogólne warunki umowy, po krótkim rzuceniu na nie okiem – nie jesteście sami. Badanie firmy Deloitte przeprowadzone wśród 2 tys. konsumentów w USA wykazało, że 91 proc. osób zgadza się na warunki umowy i świadczenia usług bez ich czytania. Dla młodszych osób, w wieku 18-34 lat, wskaźnik ten jest jeszcze wyższy – 97 proc. respondentów zgadza się na wszystko przed przeczytaniem tekstu.

Jonathan Obar z Uniwersytetu York w Toronto oraz Anne Oeldorf-Hirsch z University of Connecticut przeprowadzili własne badania, aby uzyskać empiryczne wyobrażenie o tym, jak daleko użytkownicy mogliby posunąć się w akceptowaniu umów i regulaminów. W tym celu stworzyli fałszywy portal społecznościowy o nazwie Name Drop oraz ogólne warunki umowy, na które użytkownicy musieli się zgodzić przed rejestracją. W umowie zawarto, że w ramach uregulowania opłaty za korzystanie z serwisu każda osoba… odda swoje pierwsze urodzone dziecko. Ponadto użytkownicy zgodzili się, że wszystko co będą udostępniali zostanie przekazane do NSA. Jak się okazało, na takie warunki zgodziło się 98 proc. osób.

Wnioski

Obecnie nie ma jednego, uniwersalnego modelu w kwestii określania czytelności tekstów regulaminów i umów dla konsumentów. Warto jednak podkreślić, że w Stanach Zjednoczonych niektóre agencje rządowe i stanowe korzystają z testów FRE i F-K w celu zapewnienia czytelności dokumentów, takich jak formularze podatkowe czy programy świadczenia zdrowotnego.

Czy taki model upowszechni się również w innych krajach i będzie miał zastosowanie w przypadku długich i zawiłych umów stosowanych przez wielkie koncerny technologiczne? Dużą rolę mogą tutaj odegrać użytkownicy, nakłaniając firmy do rezygnacji z hermetycznego języka umowy i bardziej prokonsumenckiego podejścia.

Opublikowano w: Internet,Prawo
Więcej na podobne tematy: ,
// Ronald Muroń Więcej wpisów

Specjalizuje się w prawnych aspektach technologii informatycznych. Interesuje się stosunkami międzynarodowymi, prawem międzynarodowym oraz tematyką gospodarczą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *